Share | 








 

 Sala 15

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Admin
Punkty Aury : Over 9000
avatar
Admin
PisanieTemat: Sala 15   Czw Mar 15, 2018 10:15 pm

W tej sali najczęściej prowadzone są wykłady teoretyczne. Zwykle odbywają się tu zajęcia, na których omawiane są odkryte gatunki Grimmów, strategie walki z nimi oraz inne przedmioty, do których realizacji wystarczy tablica oraz coś do pisania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Freya
Punkty Aury : 3000
avatar
Łowca
http://eclipse.forumpolish.com/t144-a-smile-is-the-universal-welhttp://eclipse.forumpolish.com/t145-hydrangea
PisanieTemat: Re: Sala 15   Pią Cze 01, 2018 3:28 pm

Niezbyt interesujące zajęcia nie przyciągnęły uwagi Freyi i choć zdecydowanie była na nich obecna fizycznie, myślami skakała po chmurach, czasami schodząc na ziemię i zbierając kwiaty. Nie miała w zwyczaju przysypiać, była człowiekiem obowiązku. Notatki robiła właściwie automatycznie, nie zwracając uwagi na to, co pisze. Nic właściwie na to nie wskazywało, jej równe, staranne pismo potęgowało wrażenie, że patrzyło się na pilną uczennicę. A jednak gdyby ktoś ją zapytał o to, co się działo w sali, byłaby w stanie odpowiedzieć cichym "eee" i schować twarz w dłoniach, zastanawiając się przy tym, po co marnowała cały ten czas. W razie potrzeby i tak miała notatki, nawet, jeśli niekoniecznie była świadoma tego, że je zapisywała. Równie dobrze na tablicy mógł pojawić się zlepek słów udający zdanie, a Freya i tak by go zapisała. Bo w swojej wyobraźni nie siedziała wcale w miejscu, nie słuchała nużących wykładów o tym kto, co, gdzie, jak i dlaczego akurat z Grimmem. Biegała za to po powrocie z wycieczki na chmury i po kwiaty, po sali, raz po raz rzucając w ludzi papierkami, czasami wymieniając je na długopisy. Bo i w jej głowie takie chęci się pojawiały, nawet, jeśli nie sprawiała nigdy takiego wrażenia. Nie była co prawda specjalnie zainteresowana zajęciami, ale przynajmniej nie spała, ani z nikim nie rozmawiała. Nie, żeby miała z kim, nie znalazła wolnego miejsca obok kogoś, kogo by lepiej znała. Możliwe, że to dlatego irytowało ją podejście sporej części grupy. W końcu miała kompletnie gdzieś, czy słowa wypowiadane przez nauczyciela do niej dotrą. Co prawda myślała też trochę o tych biednych, pilnych uczniów, którzy z każdych zajęć starali się wyciągnąć jak najwięcej, ale przede wszystkim myślała o swojej samotności. Przynajmniej jako uczuciu, bo w ogólnym rozumieniu tego słowa, samotna nie była. Miała paru przyjaciół, niektórych niekoniecznie  z nią szczerych, ale jednak. W końcu zaczęła patrzeć na kartki papieru bardziej świadomie, nie pojmując ani słowa z tego, co napisała. Zapewniała sama siebie, że później będzie się zamartwiać, że nie daje rady, ale poczucie winy nie ogarnęło jej na zbyt długo. Powróciła za to nuda i zmęczenie. Z notatek zaczęła wycinać kwadraty i składać płatki kwiatów. Oprócz samolotów była to jedyna rzecz, jaką potrafiła złożyć z papieru. Nauczyła się, gdy była mała i została sama w domu. Złożyła wtedy z serwetek ogromną ilość nieco zbyt grubych płatków, których potem nie dało się złożyć w kwiaty. Pomimo tego, jak często to robiła, wciąż była w tym słaba, zbyt niedokładna, a już zdecydowanie za mało cierpliwa. Za szybko się poddawała, żeby nauczyć się czegoś nowego, więc i tak zostawała przy swoich niedokładnie złożonych i niezdatnych do dalszej pracy płatkach. Zanim się zorientowała, złożyła już pięć płatków, co zazwyczaj oznaczałoby, że już można złożyć cały kwiat. Jeden płatek był jednak zbyt cienki i potrzebny był szósty. Dziewczyna, wiedząc już, jak zazwyczaj się to kończy, zwyczajnie to zignorowała. Wyciągnęła z mocno już poturbowanej podszewki spódnicy kilka nitek i związała pierwszy, pokraczny dość kwiatek. Nawet, jeśli płatki związane były prowizorycznie i wszystko wyglądało, jakby miało się rozlecieć, Freya dalej składała takowe, aż połowa kartek, które przed sobą miała, zmieniła się w niezbyt urodziwe papierowe kwiaty. Gdy zajęcia się skończyły, zrobiła już dwanaście kwiatków i trzy płatki jedenastego. Szybko przekalkulowała, czy bardziej jej zależy na wyjściu z sali, czy kwiatku i jakie są korzyści obu decyzji. Oczywistym było, że powinna wyjść. A jednak tak się zapaliła do dokończenia tego jednego kwiatu, że siedziała dalej na swoim miejscu nawet pomimo tego, że większość uczniów już dawno opuściła salę. Dopiero, gdy zostało oprócz niej tylko kilka osób, faktycznie się speszyła, ale nie dawała za wygraną. Wyciągnęła kolejną nitkę z podszewki, która po tym dniu była jeszcze bliższa posypaniu się, niż wcześniej i związała ostatni kwiatek. Wydała z siebie dźwięk przywodzący na myśl połączenie ulgi i radości.
- Dokonałam! - przeciągnęła się i spojrzała raz jeszcze na swoje dzieło, odkładając fakt, że sala jest niemalże pusta na drugi plan.


#cc99cc | Voice 1 | Voice 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kaleb Arclight
Punkty Aury : 3000
avatar
Atlas
http://eclipse.forumpolish.com/t133-game-onhttp://eclipse.forumpolish.com/t136-game-over
PisanieTemat: Re: Sala 15   Pią Cze 01, 2018 4:53 pm

Kaleb był jednym z tych uczniów Atlasu, których wysłano na poszukiwanie skarbu. Prostą gierkę, którą zorganizował dyro Beacon. Miał tam wspierać jakiegoś ucznia swojej szkoły, ale w sumie zapomniał o tym. Na ulotce informacyjnej pisało, że to jest nieobowiązkowe, a jeśli coś nie miało tego dopisku to z automatu androidek klasyfikował to jako „nie idę, bo nie muszę”. Czasami w akademii Beacon pojawiali się uczniowie z wymiany, którzy mieli obserwować jak przeprowadzane są zajęcia w innej szkole i nauczyć się czegoś przy okazji. Blondynek siedział sobie na jednej z ław, niebotycznie się nudząc. Konsolka biedakowi się rozładowała, a na dodatek na scrollu nie mógł grać. Co to za gra na takim pseudo urządzeniu mobilnym?
Mógł jedynie przeglądać neta w poszukiwaniu fajnych filmików. W sumie całkiem tu było fajnie jakby nie patrzeć. Taka miła odmiana od sztywnej dyscypliny Atlasu, gdzie nawet nie można się odezwać bez zgody nauczyciela. Wykładowca ględził coś teraz o Grimmach, a Arclight już nieco o nich wiedział, w końcu na rzemyku wiesza sobie kawałki ich masek, które nie zdążą się rozpaść. Zabezpiecza je i w ten sposób ma trofeum z każdego zabitego Grimma, który go chociaż trochę zainteresuje. Nie ma ich wiele, gdyż jak dobrze wszyscy wiemy – dzieci się bardzo szybko nudzą zabawkami. W sumie śmieszna kwestia, że ktoś kto kiedyś był rockmanem, teraz uczy w szkole. Nawet z chęcią by poznał tego wapniaka, bo widział go tylko raz i wydawał się nawet spoko. Tylko po kiego grzyba chodził z gołą klatą jak bohater Mistralskiej Animacji? Blondynek po kilkudziesięciu minutach zamknął scrolla i rozłożył się na ławce z bardzo znudzonym wyrazem twarzy, który otwarcie krzyczał „proszę… zabijcie mnie, byle bym nie musiał tu siedzieć”.
Wtedy w oczy wpadła mu słomka od puszki napoju jednego z uczniów obok. Zajęty był notowaniem, dlatego Kaleb podkradł się. Jak kuna do kurnika! Gwizdnął mu słomkę, a następnie wyszczerzył się łobuzersko. Ułożył w głowie iście szatański plan, którego nie powstydziłby się nawet największy antychryst, ani najpodlejsze AI. Z kieszeni wyciągnął niewielki zeszycik, w którym czasami zapisywał sobie premiery nowych gier wideo. Oderwał jedną kartkę, a z niej urwał niewielki fragmencik, który zaczął urabiać w palcach. Poczuł się teraz jak tajny agent, który incognito szykował się do wykonania bardzo skomplikowanego zadania. Oblizał uformowaną w ten sposób papierową kulkę, a następnie przymierzył do słomki czy wejdzie. Wewnętrznie śmiał się jak superzłoczyńca z komiksów, który właśnie chciał wprowadzić w życie swój plan zapanowania nad światem. Kaleb rozejrzał się uważnie na boki – wszyscy czymś zajęci. Jakaś dziewczyna składa papier, inny koleś notuje, a jeszcze inny słucha muzyki. Za cel blondynek obrał sobie ziomka siedzącego z przodu. Był to typowy karczek klasowy. Taki Sebastian, z którego każdy ma polewkę. Ten osobnik, który pewnie więcej razy miał obitą gębę, niż otrzymał pozytywnych ocen z testów.
Blondynek przyłożył dłoń do ust i zachichotał jak taki mały, złośliwy goblin. Nawet wyraz twarzy w tym momencie się zgadzał. Powoli uniósł finezyjnie skonstruowaną broń plującą, a następnie przyłożył ją do ust. Używał broni palnej, celowanie na oko przychodziło mu całkowicie naturalnie, także szansa trafienia kolegi obok była znikoma – chociaż wtedy również osiągnie swój cel jakim było zajęcie sobie czasu, a uprzykrzenie go komuś innemu. To była chwila prawdy. Kaleb czaił się jak prawdziwy łowca na zwierzynę! Powoli pochylił się, by mieć czystą linię strzału pomiędzy głowami uczniów siedzących przed nim. Wziął wdech, a następnie przyłożył rurkę do ust. Momenty, w których jego procesor odczuwania emocji szalał od sztucznej adrenaliny pompowanej do głowy.
- Pft – dmuchnął, a papierowy pocisk pomknął do przodu, prosto w tył głowy Czachy siedzącego obok karka. Nazwijmy go roboczo Czacha, gdyż każdy karczek klasowy ma kolegę o takiej ksywce. Strzał dosięgnął celu, zaś Arclight od razu schylił się pod ławkę udając, że szuka długopisu. Ten fortel zdał egzamin i Czacha chciał już przywalić bogu ducha winnej osobie za nim. Na szczęście powstrzymał go nauczyciel znaczącym chrząknięciem.
Przez dobre pozostałe 45 minut zajęć w ten sposób Kaleb irytował siedzących z przodu esów. Kiedy w końcu sala zaczęła się przerzedzać, pozostał tylko on, ta dziewczyna od kwiatów i kilku innych uczniów, którzy postanowili zadać pytania dotyczące wykładu, bądź też testów. Czacha z kolegą również się zmyli, poszukując winowajcy który prowadził ukryty ostrzał. Oczywiście blondynek udawał niewiniątko i przykładnego ucznia, podczas gdy wewnątrz kisł widząc tę dwójkę neandertalczyków. Dzieciak postanowił sprzedać im ostatni, pożegnalny strzał zanim wyniesie się z klasy. Ostatni raz przyłożył plujkę do ust i wystrzelił. Pocisk przemknął tuż przed oczami Freyi, a uratowało ją przed trafieniem tylko to, że się odchyliła podczas przeciągnięcia. Kulka trafiła Czachę prosto w ucho. Sfrustrowany uczeń spojrzał w kierunku androida i najwyraźniej doszłoby do rękoczynów, gdyby to nie była klasa. Jego kumpel pociągnął go za ramie szepcząc mu „dorwiemy go na przerwie”.
- Fujary – zaśmiał się pod nosem, a następnie zaciekawiony przysunął się po ławie bliżej dziewczyny, która składała kwiatki. To nie był jego typ zabawy, ale jednak wyglądały dosyć… koślawo – Yo, wyglądają jakby ten gruby z przodu na nich usiadł. To ta orgia z Mistral? – zapewne chodziło mu o origami, ale nawet androidek może się przejęzyczyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Freya
Punkty Aury : 3000
avatar
Łowca
http://eclipse.forumpolish.com/t144-a-smile-is-the-universal-welhttp://eclipse.forumpolish.com/t145-hydrangea
PisanieTemat: Re: Sala 15   Pią Cze 01, 2018 6:00 pm

Już zbierała się do wyjścia z klasy, już była tak blisko. Poczuła się jednak zagrożona, gdy tuż przed nią przeleciał papierowy pocisk zlepiony śliną i złymi intencjami. Jeszcze większym niepokojem napawał ją fakt, że zamiast w nią, trafił on w siedzącego tuż obok oprycha, którego iloraz inteligencji był nieproporcjonalnie mniejszy od masy mięśniowej. Szybka kalkulacja szans na przeżycie w razie bliskiego spotkania nie pozostawiała złudzeń, Freya pozostawała w ogromnym niebezpieczeństwie ze strony Czachy i jego kumpla. Optymizmem nie napawał fakt, że ciężko było w mamrotaniu pod nosem jednego z nich nie znaleźć ani jednego przekleństwa czy groźby, którą bez problemu można było podpiąć pod karalną. W duchu podziękowała koledze Czachy, że go wyciągnął z sali, chociaż wizja trupa na przerwie nie była jedną z tych lepszych. Wcześniej skupiła się bardziej na ofierze, niż na oprawcy, który swoją obecność zamanifestował dopiero niezbyt wyszukaną docinką na temat ludzi, którzy prawdopodobnie mogliby pozbawić go jakiejkolwiek nadziei na przyjemne spędzenie czasu w tej szkole, przynajmniej w mniemaniu dziewczyny będącej świadkiem całego zdarzenia.
- Z całym szacunkiem, ale czy ty zgubiłeś przed wejściem do tej sali Bożą opatrzność? Zapewniam cię, jeśli cię dorwą, cały z tego nie wyjdziesz, szanse na to są niewielkie. - powiedziała tonem, który miał sugerować, że jest spokojna i pewna siebie, jednak niezbyt dobrze jej to wyszło. Z wypowiedzi za to bił strach, panika i niepokój. Nawet, jeśli mowa była tylko o drobnym wygłupie w sali, tych uczniów nie traktowała na równi z innymi, chociaż ciężko jej było określić, czy plasują się niżej, czy wyżej w hierarchii niż reszta. Prawdopodobnie gdyby czasem ją zauważali, już dawno miałaby z nimi na pieńku chociażby dlatego, że zawsze miała notatki, kartki czy różnego rodzaju prace i, nie da się ukryć, sporo czasu wolnego. A już tym bardziej by oberwała, gdyby wiedzieli, że raz na jakiś czas, dla własnej satysfakcji, podtruwa im jedzenie. Uwaga na temat kwiatków trochę ją zabolała, ale nie chciała się przyznać, że coś tak głupiego w ogóle ją obchodzi. Chciała za to jasno i wyraźnie zaznaczyć, że nie chce widzieć obitego ucznia.
- Czy jest w tobie choć odrobina pomyślunku? Doprawdy, pojmuję chęć dokuczenia im, jednak by dać się złapać trzeba być wyjątkowo głupim lub wyjątkowo nierozważnym. Czy przyszło ci do głowy, jakie konsekwencje przyjdzie ci ponieść, jeśli cię zauważą? - pokręciła głową z niedowierzaniem - Ach, a orgia z tego żadna, doprawdy. Twe poczucie humoru jest dość prymitywne, nie uważasz? Że też w obecności kobiety, nieznanej ci tak dobrze... - jej twarz nabrała koloru jasnej czerwieni, sięgającej aż po uszy. Wyglądała przy tym zabawnie, jednak widać było, że powoli nie wytrzymuje i zaraz albo się schowa, albo zacznie krzyczeć, albo wybuchnie śmiechem.
- W każdym razie, choć nie wydaje mi się, abyś faktycznie przejawiał zainteresowanie tą formą sztuki...owszem, pochodzi ona z Mistral. Nie opanowałam jednak zbyt wielu wzorów... - przyznała nieco zawstydzona, nie przejmując się jednak zbytnio opinią na temat swojej pracy. Na poły dlatego, że i tak już została skrytykowana, na poły dlatego, że sama nie uważała jej za ładną.


#cc99cc | Voice 1 | Voice 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kaleb Arclight
Punkty Aury : 3000
avatar
Atlas
http://eclipse.forumpolish.com/t133-game-onhttp://eclipse.forumpolish.com/t136-game-over
PisanieTemat: Re: Sala 15   Pią Cze 01, 2018 6:40 pm

W Atlas tego typu żarty o wiele trudniej było wykonać. Ciągle nauczyciel pilnował dyscypliny na zajęciach, a każdą lekcję nagrywano na kamerze, by potem przedstawić wyniki generałowi Romanowi. Totalna inwigilacja uczniów na poziomie ich edukacji, ale kto dołączył to świadomie zazwyczaj godził się wyzbycie części prywatności. Dlatego też Kaleb tutaj mógł odreagować i zachowywać jeszcze bardziej nieodpowiedzialnie, niż robił to zazwyczaj. Wychodził z założenia, że nawet jeśli dojdzie do bitki to tamci wyglądali na dosyć powolnych, więc będzie mógł im zwiać. Na dodatek nie wyglądali na zbyt inteligentnych – zwłaszcza Czacha. Chociaż to miejsce właśnie przez takie osoby miało swój urok. Było znacznie żywsze i ciekawsze, niż Atlesiańska Wojskowa Akademia, do której uczęszczał. Okazjonalnie dni ubarwiał mu powrót do domu, w którym rozmawiał z tatą o tym co mu się danego dnia przytrafiło. Ten ofiarowywał mu tyle czasu ile tylko Kaleb potrzebował, chociaż potem dalszą część dnia ojciec siedział przy komputerze pracując nad czymś. Niewiele androidek rozumiał z tego co pokazywało się na ekranie, ale wyglądało to jak z tych filmów akcji, gdzie ktoś hakuje komputer. Takie właśnie pojawiające się znaki przypisywał hakowaniu i nie wyobrażał sobie obecnie tego inaczej. Przeżyłby niezły zawód, gdyby poszedł na szkolenia z tego.
Arclight jeszcze wiedział o jednej rzeczy. Nie pobędzie tu zbyt długo, więc mógł psocić ile tylko się da, a uczniowie mu nic nie zrobią. Tak myślał, a rzeczywistość była zgoła inna, bo przecież poza klasą Mięśniak i Czacha mogli go dorwać, by potem zrobić pełne zanurzenie w toalecie. Bynajmniej nie chodzi tu o Matrix i murzyna oferującego dwie pigułki gwałtu. Tata mówił, by nie brać niczego od nieznajomych, zaś Kaleb wziąłby bez wahania gdyby to było ciastko z rodzynkami lub nowa gra. Cóż złego może się stać po wzięciu ciastka od nieznajomego? Chyba, że jest odpowiednio doprawione. Raz takiego psikusa Arclight sprawił w ramach zemsty, a ofiara wylądowała na długie godziny w toalecie. Wszystko tylko dlatego, że spóźniał się z oddaniem ulubionej gry blondyna.
Niewiasta przemówiła do chłopaka w dosyć konkretnych słowach. Takich, którymi nikt poza tatą okazjonalnie do niego nie mówił. W sumie nie miał mamy, ani rodzeństwa, ale koledzy mówili, że tak gada zwykle matka. Nie znał tej koncepcji, ale to była kobieta, która ponoć najbardziej troszczy się o swoje dzieci. Zawsze był tylko tata, dlatego to zjawisko go zaciekawiło. Drapiąc się po głowie myślał intensywnie czymże jest ta boża opatrzność oraz dlaczego dziewczyna uważała, że nie poradzi sobie z Czachą?
- Łeeee, nic mi nie zrobią. Umiem szybko uciekać. Skoro przez 45 minut udało mi się do nich strzelać z przyczajki to i ukryć się dam radę – powiedział dumnie Kaleb. Może trochę przesadził z tymi przechwałkami, ale przecież dzieci lubią to robić. Zwłaszcza on, gdy banalnie łatwo wjechać mu na ambicję. On sobie nie poradzi!? To patrz! Androidek tylko dumnie zarzucił grzyweczką na prawą stronę.
- Spokojna rozczochrana, będzie gites – powiedział, by uspokoić Freye i wyszczerzył się łobuzersko. To był uśmiech numer 20 o nazwie „jestem najlepszy i zaraz to udowodnię”. Kaleba zawsze w akademii było pełno, a do Beacon przyjechał może tydzień temu? Tak, coś takiego.
Oczywiście dziewczyna dalej zwracała mu uwagę, a on tylko spuścił głowę bo głupio mu było. Zresztą to była typowa reakcja, gdy ktoś mu wygarniał. Jakoś nie umiał kobiecie odpyskować. Z facetami mógł się wdawać w dyskusje, ale instruktorki zawsze były straszne. Potrafiły wsiąść na kogoś i na jednym wdechu wykrzyczeć wszystko. Dlatego zawsze wolał towarzystwo chłopaków, bo z nimi zawsze szło się dogadać i dyskutować, a tutaj? Tutaj ona była straszna! Spokojna, a chwilę później allah akhbar wybuchała!
- Chyba ty – wymruczał pod nosem, gdy nazwała jego poczucie humoru prymitywnym – Poza tym nie żartowałem, bo tak to się nazywa w Mistralu! Sztuka składania papieru– powiedział zakładając ręce na piersi (swoje) – Masz gorączkę? – zapytał patrząc na jej czerwoną twarz. Mogły to być efekty upicia albo gorączki. Tak mówili w Atlas koledzy, że jak ktoś jest czerwony to musi być pijany, no ale wtedy od niego czuć!
- Są tutoriale na RevnantTube – powiedział wyciągając scrolla i wpisując w przeglądarkę. Automatycznie go skorygowała i wyskoczyło origami – No tu, pa – powiedział odpalając filmik, gdzie ktoś składał żurawia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Freya
Punkty Aury : 3000
avatar
Łowca
http://eclipse.forumpolish.com/t144-a-smile-is-the-universal-welhttp://eclipse.forumpolish.com/t145-hydrangea
PisanieTemat: Re: Sala 15   Sob Cze 02, 2018 8:21 pm

Chociaż w życiu by się do tego nie przyznała, postawa Kaleba nawet ją rozbawiła. Wciąż przeważały obawy o jego przyszły stan zdrowia i dezaprobata dla niewymiernej głupoty, którą, według niej, musiał się cechować każdy, kto dał się złapać tym idiotom. Wciąż w jej głowie pojawiały się znacznie bardziej subtelne sposoby, żeby się z nich pośmiać. I to nie byle jak. Z klasą. Wiedziała na przykład, jak bardzo lecieli na jedzenie. I na każdą dziewczynę. Więc czy gdyby kilkanaście minut po spożyciu ciastek podarowanych przez, może niewybitnej urody, ale wciąż dziewczę, poczuli się źle, ktoś by poniósł za to konsekwencje? A skąd. A to był tylko jeden z wielu sposobów, w jakie zwykła im dokuczać. Czuła się przy tym bezpieczna, nie to, co gdyby miała nagle zacząć strzelać w nich papierowymi kulkami. Była w takich sprawach znacznie bardziej wyrafinowana, chociaż nie była z tego specjalnie dumna.
- Ależ oczywiście. Miej jednak na uwadze, że jeżeli przybędziesz do mnie ze łzami w oczach, nie będę skłonna ci pomóc. - niemal oczywistym był fakt, że daleko było temu do prawdy. Pomogłaby mu się schować, nawet, jeśli powtarzałaby, że to ostateczność i wpadłaby w ogromny krąg "a nie mówiłam". Taka już chyba była jej natura, ale musiała przyznać przynajmniej sama przed sobą, że właściwie Kaleb pomimo tego, że był w wielu aspektach daleki jej zachowaniom, był typem osoby, który potrafiła polubić. - Rozczochrana? Ależ czyja...moja? Nie...nie jestem chyba rozczochrana? - sprawdziła szybko stan swojego kucyka dłońmi, które powędrowały w górę, sprawiając, że dziewczyna wyglądała jeszcze zabawniej, niż wcześniej. Trochę, jakby mówiła, że wszyscy jesteśmy zgubieni, bajlando się skończyło i mamy przewalone. Tylko zrobić zdjęcie i wrzucić do sieci.
- Cóż takiego chyba ja? - przekręciła głowę, trochę jak sowa. Z tym, że dużo delikatniej. Wyłapała mamrotanie chłopaka, ale nie oznaczało to, że wiele z niego rozumiała. Mogła być nie wiadomo jak inteligentna, ale do interakcji z ludźmi się nie nadawała, zwłaszcza tak luźnych - Czyżbyś sugerował, że to ja jestem prymitywna, nie twój humor? Nie uważasz, iż stosowanie argumentów ad personam jest działaniem, którego należy unikać? - pomimo tego, jak wyglądały jej wypowiedzi, był to jej sposób na proste i krótkie "odwal się". Ale o ile lepiej brzmią długie zdania złożone ze skomplikowanych, podniosłych słów! - Ależ to był oczywisty żart, niesmaczny do tego! Sztuka ta nazwana została origami. Pojmę jeszcze, że słowo zbliżone do tego bezeceństwa, jakie padło z twych ust, jednak nie uwierzę, iż brakuje ci inteligencji w aż takim stopniu. - jakkolwiek by to nie brzmiało, z jej strony było to coś na podobieństwo komplementu. Bo pomimo tego, za jak głupie uznawała zachowanie Kaleba, do jego osoby nie miała tego typu zażaleń, chociaż znali się od dosłownie paru minut, nie wiedząc nawet, jak się nazywają.
- Ach, skąd te podejrzenia? - dotknęła swojego czoła chcąc sprawdzić, czy jest cieplejsze, niż być powinno. Nie było. - Wydaje mi się, że temperatura mojego ciała utrzymana jest w normie, jednak musi być coś, co przykuło twą uwagę. - dopiero po chwili zorientowała się, że może chodzić o niezbyt uroczy sposób, w jaki się rumieniła i fakt, że zdarza jej się to często, bo rzadko kiedy jest spokojna. Zazdrościła koleżankom, które rumieniły się ładnie, różowo, tylko na policzkach. Ona faktycznie wyglądała, jakby była chora.
- Czy...czy istnieje może szansa, iż zaniepokoił cię fakt, że moja twarz nabrała koloru czerwieni? - zapytała cicho. Gdyby dało się zaczerwienić jeszcze bardziej, pewnie tak by się wydarzyło.
- Pa? Czyżbyś się żegnał? - spytała, nie do końca rozumiejąc, że miał na myśli "patrz". Ale popatrzyła, a widok składanego ptaka sprawił, że zachciała znów spróbować się nauczyć, chociaż wiedziała, że jej się nie uda. - Jestem pełna podziwu. Ludzie robią takie rzeczy z taką łatwością i wewnętrznym spokojem...chyba nie jest to coś, z czym dałabym sobie radę. Ach, ale wciąż uważam te drobne dzieła za niesamowicie piękne, chociaż dla niektórych są one zbyt proste. Mnie ta prostota urzeka. - przerwała na chwilę - Och nie, wybacz mi proszę, użyłam zbyt dużej ilości słów... - chociaż nie powiedziała wcale tak dużo, ogarnęło ją poczucie winy. Czuła się też nieswojo, jako, że nie miała w zwyczaju dużo mówić o rzeczach, które się jej podobały, zwłaszcza osobom właściwie jeszcze nieznajomym.


#cc99cc | Voice 1 | Voice 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kaleb Arclight
Punkty Aury : 3000
avatar
Atlas
http://eclipse.forumpolish.com/t133-game-onhttp://eclipse.forumpolish.com/t136-game-over
PisanieTemat: Re: Sala 15   Nie Cze 03, 2018 11:04 pm

On? Przybiec z łzami? Wolałby chyba dostać sromotny łomot, niż przyznać się do błędu. Za żadne skarby do takowego nie przyznałby się. Już samo to, że na oczywiste kłamstwo reaguje zapieraniem i próbą udowodnienia swojej racji. Nawet srogie kary, które otrzymywał nie powstrzymywały go przed kwestionowaniem od czasu do czasu poleceń nauczyciela. W Atlasie nie było, że obniżą ci ocenę ze sprawowania – tam szorowałeś latrynę szczoteczką przez miesiąc, a następnie zajmowałeś się nudnymi i mozolnymi pracami tak długo, aż odechce ci się dalszego buntu. Na Kaleba to działało nijak, bo przez kilka dni był spokój oraz posłuszeństwo, a zaraz potem wracał do rutyny.
Mógłby zapytać ironicznie „któż potrzebowałby pomocy, gdy ma się przy sobie zawsze broń?”, jednak dziewczyna działała na niego troszkę inaczej niż wykładowcy i rówieśnicy. Otóż powiedziała mu, że nie przyjdzie mu z pomocą. To coś nowego, bo zwykle ponad wszystko stawiało się tą jedność w grupie – a raczej tak mu mówili, ale tutaj taka deklaracja olania go zwróciła jego uwagę. Zwykle właśnie dlatego psocił, bo domagał się jej i zwykle ją dostawał, a tutaj taka odważna deklaracja.
Z drugiej strony sama Freya była inna od reszty. Wyglądała na trochę nierozgarniętą. W sumie jak on, chociaż w innych kwestiach wydawała się… jakby to określić? Zapobiegliwa? Myśląca do przodu i troszcząca o każde stworzonko nawet takie irytujące jak blondynek?
- To takie określenie, byś się nie martwiła – uniósł lekko prawą brew w zdziwieniu. Może faktycznie była wapniakiem starej daty i dinozaurem w młodym ciele? Na głupich wykładach raz chyba mówili, że niektóre semblance potrafią zatrzymać proces starzenia się, ale tylko niektóre. Były to wszelkiego rodzaju reinkarnacje lub inne potężne zdolności regeneracyjne, które w znacznym stopniu spowalniały proces starzenia się. Co jeśli Freya była takim dinozaurem pamiętającym czasy Wielkiej Wojny? To byłoby cool posłuchać o tym z perspektywy czegoś innego, niż durne podręczniki do historii, które kazali im czytać! Przecież one były tak nudno napisane, że młodzieniec usypiał w połowie lektury.
- Ad personam czasami się przydaje. Gruby zawsze się irytuje w trakcie sparingu jak nazywam go grubym. Wtedy popełnia błędy. Nawet dinozaury mogą je popełniać, ale gruby robi to częściej– powiedział z uśmieszkiem na twarzy. Nie była to dosyć honorowa zagrywka, jednak w trakcie solówki o wiele lepiej mu szło jak przeciwnik był zirytowany. No gorzej jak go dał radę dopaść, wtedy Kaleb miał ostro przekichane, ale zazwyczaj dawało radę kogoś rozłożyć samymi prowokacjami.
To właśnie ten moment kiedy Freya go poprawiła i załapał swój błąd. To było podobnie jak ze słowem „wziąć”, które niektórzy wymawiali „wziąść” bo tak się nauczyli kiedyś i im zostało. W głowie Arclight parę razy sobie to powtórzył. Oczywiście nie wiedział, że to wszystko zapisuje mu komputer na dysku i o wiele łatwiej szło pozbyć się takiego złego nawyku, niż w przypadku zwykłego człowieka. To dopiero świetnie zaprojektowane AI. Takie, które nie dostrzega procesów, które przechodzą przez jego procesor.
- No zrobiłaś się czerwona jak bulwa buraka – odpowiedział bez ogródek, drapiąc się po swojej blond główce. Z dziewczynami miał niewielkie obycie, głównie przebywał z kolegami więc i Freye potraktował podobnie. Z płcią przeciwną miał niewiele do czynienia, ani tym bardziej nie miał w niej żadnego zainteresowania pod innymi względami. Czasami zdarzało się, że jakiś jego kolega przez dziewczynę nie miał czasu się z nim spotykać. One były złe do szpiku kości, bo więziły kolegów! Nie mogli wyjść z kumplami, bo tamten się z nią umówił do kina. Jakby nie mogli po prostu iść całą ekipą na fajny film.
Coraz bardziej dziewczyna utwierdzała go w przekonaniu, że jest dinozaurem. Nie rozumiała tak prostego języka, którym na ogół operował on z kolegami. Chociaż… może po prostu chciała cały czas zachować klasę jak wszyscy nauczyciele i osoby starsze? Babcie i dinozaury tak najwyraźniej mają. Jednak dało się ją lubić, bo była na tej granicy antyku oraz osoby młodej.
- Mogłaś to skrócić do „zajebioza” – powiedział poprawiając sobie płaszczyk, z którego wystawały dwa pistolety przy pasie. Rzadko kiedy łowcy nosili uzbrojenie przy sobie. Od trzymania tego były szafki z napędem rakietowym. Dziwnie by to wyglądało jakby ktoś po szkole chodził z wielkim mieczem, toporem lub inną bronią dosyć pokaźnych rozmiarów. Kaleb miał tego farta, że jego broń była niewielkich rozmiarów i mógł ją zabrać wszędzie ze sobą.
- A widziałaś film z foką i dziewczynką? – zapytał, po czym odpalił z zakładki inny filmik. Na nim w zbiorniku wodnym pływał sobie lew lub inne fokopodobne stworzonko. Na murku przysiadła dziewczynka, by najpewniej zrobić sobie zdjęcie na tle statku. Wtedy właśnie z wody wyłoniła się foka i złapała zębami dziecko za tyłek, ściągając je do wody.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Sala 15   

Powrót do góry Go down
 
Sala 15
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Sala operacyjna
» Sala lekcyjna nr 2
» Sala segregacji
» Neuschwanstein - Sala Tronowa
» Sala przesłuchań

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Eclipse :: Królestwo Vale :: Beacon :: Sale wykładowe-
Skocz do: