Share | 




















 

 Armed and Ready - kuźnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Admin
Punkty Aury : Over 9000
avatar
Admin
PisanieTemat: Armed and Ready - kuźnia   Wto Sty 23, 2018 2:31 pm

Armed and Ready jest dosyć znaną w Beacon kuźnią, która świadczy usługi w konserwacji broni oraz wykuwania potrzebnych do niej elementów. Czerwona dachówka oraz wielki drewniany szyld z kowadłem jasno świadczy o przeznaczeniu tego miejsca. Wewnątrz sklepu są liczne stojaki z bronią oraz gabloty, w których wystawione są części. Za ladą zaś praktycznie zawsze stoi różowowłosa ekspedientka, która pomaga w ułożeniu zamówień lub rozwiać niektóre wątpliwości (czasami też naciągnąć na dodatkowe zakupy). Zaplecze kuźni natomiast wygląda dosyć typowo, chociaż znajdzie się tam też specjalistyczny sprzęt jak palnik plazmowy do wycinania skomplikowanych kształtów w metalu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kurisu
Punkty Aury : 3000
avatar
Łowca
http://eclipse.forumpolish.com/t31-karta-postaci-kurisu#36http://eclipse.forumpolish.com/t34-semblance-kurisu
PisanieTemat: Re: Armed and Ready - kuźnia   Wto Sty 23, 2018 3:00 pm

Dzisiaj w kuźni było gorąco. Piec hutniczy rozgrzany był przez dłuższy czas do wysokiej temperatury, która wydostawała się z wewnątrz do pomieszczenia. W całym pomieszczeniu było dosyć gorąco i parno, dlatego Kurisa postanowiła rozebrać się do krótkich spodenek oraz koszulki na ramiączkach. To był dla niej dosyć pracowity dzień, gdyż akademicki kowal chciał w końcu przetestować umiejętności młodej łowczyni w tej jakże niesamowicie trudnej dziedzinie. Dzisiaj skupiła się na naprawianiu oręża łowców. Jedną ręką trzymała metalowe szczypce, którymi trzymała rozgrzaną blachę, zaś drugą uderzała młotem w rozgrzany element, który odbijał się od żeliwnego kowadła. Krople potu spływały po jej ciele, kiedy co pewien czas przecierała nadgarstkiem swoje czoło. Starała się wykonywać swoją pracę perfekcyjnie, w końcu inni łowcy będą korzystać z tych pancerzy i zbroi. Starała się naprawić każde pęknięcie, każdą lukę. Oręż musiał być znowu w idealnym stanie. Na końcu brała szczypcami naprawiany element i wkładała go do wody, aby go ostudzić. Przy tej czynności za każdym razem pojawiało się jeszcze więcej pary w pomieszczeniu. Przy okazji podczas swojej pracy machała swoim wilczym ogonkiem na prawo i lewo, aby trochę się schłodzić.

Trochę czasu jej to zajęło, zanim naprawiła większość elementów. A przynajmniej tak jej się zdawało, że już skończyła swoją pracę. Oczekiwała teraz, aż kowal wróci i pochwali ją za dobrze wykonaną robotę. Przez ten czas, kiedy na niego czekała wzięła sobie jakiś kawałek metalu, a następnie rozgrzała go do bardzo wysokiej temperatury. Wyciągnęła go potem szczypcami z pieca, a następnie położyła na kowadle i zaczęła coś z niego wykuwać. Nie wiedziała sama do końca co chce z tego kawałka zrobić. Może po prostu tak robiła, bo zaczęło się jej już nudzić z tego oczekiwania? W każdym bądź razie czekała sobie tutaj na kogokolwiek powoli sobie pracując.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admin
Punkty Aury : Over 9000
avatar
Admin
PisanieTemat: Re: Armed and Ready - kuźnia   Wto Sty 23, 2018 6:57 pm

NPC Storyline - Leonardo Armed
Zdecydowanie zapał Kurisy był doceniany przez właściciela kuźni. Cóż różowowłosa ekspedientka, którą pewnie większość osób myliła z właścicielem, była w rzeczywistości tylko jego wnuczką. Pomagała w biznesie dziadkowi, gdyż na jej widok przynajmniej ludzie nie uciekali ze sklepu. Czemuż taki strach wywoływał kowal? Głownie dlatego, że był faunusem, miał dwa metry wzrostu oraz bycze rogi i ogon. Na dodatek sądząc po rozmiarze mięśni to mógłby giąć stal gołymi rękoma. Właściciel nazywał się Leonardo, bardzo wysublimowane imię związane ze sztuką oraz bezpośrednio przywodzące na myśl jakiegoś wynalazcę i pioniera. W rzeczy samej nawet to było powiązane z barwą, a dokładniej ze stalą, z której korzystali wszyscy geniusze.
Leonardo miał lekko opaloną skórę. Z tego co mówiły plotki, to pochodził z Menagerie, które jest dosyć słoneczne, stąd też ciemniejszy kolor skóry. Nie nosił żadnych kolczyków w trakcie pracy, jednak miał przekłute uszy na dwa metalowe, wsuwane kolczyki na końcówki uszu. Głownie ze względów bezpieczeństwa nie zakładał ich w pracy, gdyż mogły się nagrzać i poparzyć ciało. Na sobie miał krótkie spodnie oraz fartuch, a na nogach buty z podbijanymi metalem noskami. To tyle z odzienia i BHP, zresztą sama Kurisa doświadczyła jak bardzo tu jest gorąco w trakcie pracy, gdy piec działa. Był bardzo surowym nauczycielem, który wiele wymagał od czeladników przychodzących do jego warsztatu. Ciągle tłumaczył młodej faunus, że źle uderza. Nie słyszy tego rytmu i charakterystycznego dźwięku, który wydaje stal przy właściwym uderzeniu, jednak to była po prostu gadka motywacyjna.
Sztuką nie było walić młotem w kawał metalu, a robić to tak, by stal śpiewała. Wydawała z siebie właściwy dźwięk, bo w końcu jedno niewłaściwe uderzenie może osłabić oręż. By nie zasiadać na laurach, bo coś się udało. Broń zresztą potem sprawdzał i kwitował tylko „może być”, a następnie odstawiał na półkę przygotowaną do odbioru. Jednak skoro zostawił dziewczynę na jakiś czas samą oraz pozwolił jej pracować to świadczyło o jakimś kredycie zaufania. Jak wrócił to ponarzekał, odłożył rzeczy na półkę i kazał jej skoczyć pod prysznic. Czeladnicy mogli korzystać z prysznica zamontowanego tuż przy kuźni, by obmyć się po pracy.  W tym czasie on postanowił zająć się wykończeniem broni. Szlifowaniem, ostrzeniem oraz nakładaniem lakieru, tak by pasował do reszty kolorów. Miał do tego specjalną aplikację w scrollu, która robiła zdjęcie broni i pokazywała dokładnie, którego lakieru musiał użyć, by barwa pasowała idealnie.
- Co tam dłubiesz Smarku? – zapytał ostrząc właśnie jeden z mieczy na kole. W sumie to była taka ksywka, którą nadawał wszystkim czeladnikom. Głównie to były dzieciaki, więc mógł sobie na takie przezwisko pozwolić. Zwłaszcza, że sam notabene miał już pięć dyszek na karku. Dźwięk metalu, który właśnie ścierał się z kamieniem szlifierskim rozbrzmiewał teraz na zapleczu. Na sklepie natomiast słychać było jakieś poruszenie. Krzyk męski, najwyraźniej jakiegoś niezadowolonego klienta – Idź sprawdź o co chodzi. Dokończę robotę – rzucił i splunął na miecz, by móc go zacząć przecierać szmatką. Znalazł na nim po prostu jedną plamę, która zaczęła go irytować.
Po wyjściu na sklep, Kurisu mogła zobaczyć, że przed ladą stoi 6 mężczyzn w czarnych garniturach oraz czerwonych okularach przeciwsłonecznych. Na głowie mieli niewielkie meloniki z czerwoną szarfą wokół nich, a jeden właśnie miał wycelowany pistolet w stronę różowowłosej. Jego koledzy również byli uzbrojeni, głównie w pałki oraz pomniejsze ostrza. Czyżby ktoś postanowił obrabować kuźnie? Któż mógł być na tyle zdesperowany, by rzucać się na miejsce, gdzie przychodzą Łowcy? Różowowłosa stała z rękoma uniesionymi do góry, w końcu to jak najbardziej naturalna reakcja na taki napad.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kurisu
Punkty Aury : 3000
avatar
Łowca
http://eclipse.forumpolish.com/t31-karta-postaci-kurisu#36http://eclipse.forumpolish.com/t34-semblance-kurisu
PisanieTemat: Re: Armed and Ready - kuźnia   Wto Sty 23, 2018 10:46 pm

Kurisa nawet nie zauważyła, kiedy Pan Leonardo wrócił do kuźni. Ponarzekał trochę tak, jak to zazwyczaj lubił robić, a potem zajął się sprawdzaniem oręża i wykładaniem go na półkę do odbioru. Nigdy sobie nie wyobrażała, że skończy w ten sposób. Zawsze jest to jakiś sposób na normalne życie. Po chwili usłyszała, żeby poszła się umyć. Zdziwiła się, a następnie spojrzała na samą siebie. Nie zauważyła nawet, że się pobrudziła przy swojej pracy. Widocznie tak ją te zajęcie wciągnęło, że nie myślała o niczym innym. No tak, ludzie chodzą się umyć, kiedy są brudni - pomyślała. Czuła się w tym miejscu... dobrze. Sam fakt, że Pan Leonardo jest faunusem sprawiał, że Kurisa czuła się w tym miejscu nieco bezpieczniej, niżeli miałaby przebywać w towarzystwie ludzi. Schłodziła kawałek żelaza, który przed chwilą dłubała i zostawiła go na kowadle. Następnie poszła się umyć biorąc ze sobą swoje ubrania, które otrzymała wcześniej od łowców. Weszła za kuźnię, a następnie rozejrzała się sprawdzając, czy jest tutaj sama. Chciała zapobiec niekomfortowej sytuacji. Tak więc kiedy miała już pewność, że jest tutaj sama, wtedy rozebrała się, a następnie weszła pod prysznic odkręcając ciepłą wodę. Przymknęła swoje oczy i podniosła swoją głowę do góry wycierając swoje policzki. Woda z prysznica leciała na jej delikatną twarz. Orzeźwiający prysznic dobrze jej zrobi po pracy.

W końcu cała się wszędzie umyła, a następnie zaczęła się wycierać. Następnie okryła się owym ręcznikiem i wzięła grzebień, którym zaczęła czesać swój ogonek. Po chwili ubrała się w swoje ubrania i wróciła do miejsca pracy. Pan Leonardo szlifował ostrze, gdy zadał jej pytanie. Ona zaś wzięła wcześniejszy kawałek metalu do ręki i uniosła wyżej, aby mógł na niego spojrzeć. Uśmiechnęła się, ale nie był to prawdziwy uśmiech. Widziała już, że ludzie często się uśmiechają, ale ona jeszcze nie wiedziała dlaczego ludzie się uśmiechają.
- Pomyślałam sobie, że przydałby mi się taki sztylet w bucie na czarną godzinę, ale to nie to czego szukam. - Po czym odłożyła go na bok. Zaczęła rozglądać się wokół szukając sobie kolejnego zajęcia, kiedy jej wyostrzone zmysły dały jej mocno znać, że coś się dzieje w sklepie przy ladzie. Nie mogła się bardziej skupić przez hałas wydobywany przez szlifowanie. Jednak po chwili było słychać jakiś krzyk mężczyzny, po którym Pan Leonardo poprosił Kurisę, aby sprawdziła o co chodzi. Co to może być? O co chodzi? Jej pierwszą myślą było to, że ktoś jej tutaj nie chce i to właśnie po nią ktoś przyszedł. Dla pewności wzięła ze sobą ostrze, które podniosła z pobliskiej półki i schowała je biorąc rękę za plecy, zaś drugą rękę również wzięła za plecy, aby przytrzymać swój wilczy ogon. Chciała go przykryć. Kiedy wyszła na sklep, zauważyła sześciu uzbrojonych mężczyzn w czarnym wdzianiu. Jeden z nich trzymał pistolet, którym celował w stronę niewinnej wnuczki Pana Leonarda. Biedna wyglądała na przestraszoną. To jej trochę coś przypominało. Nie stała zbyt długo w miejscu. Jej oczy zaczęły świecić się na krwisty kolor. Od razu rzuciła się na faceta z bronią i wykonała ostrzem machnięcie, aby odciąć mu dłoń (w którym trzymał pistolet) od reszty ciała. Następnie drugą ręką odepchnęła różowowłosą do tyłu, po czym stanęła w gotowości trzymając ostrze przed sobą. Głowę miała skierowaną nieco do dołu, przez co ciężko można było spojrzeć na jej twarz. Co ja tak właściwie robię? Czemu ją ochraniam? - zadawała sobie pytania w głowie. Nie rozumiała co się dzieje, dlatego tak oczekiwała w bezruchu na kolejny obrót akcji będąc cały czas w gotowości.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admin
Punkty Aury : Over 9000
avatar
Admin
PisanieTemat: Re: Armed and Ready - kuźnia   Sro Sty 24, 2018 3:51 pm

NPC Storyline - Leonardo
Gdy tylko Kurisu wyszła z zaplecza, zbir z bronią od razu skierował w jej stronę pistolet, jednak był na tyle zaskoczony atakiem, że dała radę doskoczyć do niego zanim oddał celny strzał w jej kierunku. Broń wypaliła, jednak nie trafiła nikogo. Pocisk zatrzymał się na drzwiach zaplecza, zaś facet stracił dłoń. Pewnie podłoga zabrudzona byłaby posoką odciętej dłoni, gdyby nie to, że ta była ewidentnie sztuczna. No i niskiej jakości, gdyż te najdroższe protezy atlasiańskiej produkcji lub nawet te średniej jakości, były w sam raz dla łowców. To co zostało odcięte można było określić tylko mianem kupy złomu. Zbiór odskoczył w tył i wpadł na jednego ze swoich kolegów, odruchowo trzymając się za uciętą rękę. Mechaniczna dłoń nadal trzymała pistolet. Swoją drogą faunusce mogła trochę przeszkadzać pierwsza lepsza broń, którą chwyciła. Kwestia przyzwyczajenia do własnej oraz troszkę innej wagi broni. Zabrała ze sobą prosty miecz, który na zapleczu miał jeszcze do zestawu pochwę działającą jak parasolka. Widocznie klient lubił czegoś takiego używać, ale zdecydowanie to cienkie ostrze świetnie nadawało się do dźgania lub przecinania niezbyt grubych rzeczy.[/size]
[size=16]Jego koledzy jednak nie pozostali bierni i postanowili wesprzeć kolegę, który został „ranny”. Dwóch z pałkami pomknęło w stronę Kurisu. Wzięli ją z dwóch stron, ten od prawej zamachnął się od dołu metalową pałką. Był praworęczny i uderzenie kierował prosto na szczękę faunuski, zaś jego drugi kolega atakował od lewej poziomym machnięciem na bark. Ten drugi trzymał pałkę oburęcznie. To nie znaczyło jednak, że pozostała trójka która była sprawna, jedynie stała i przyglądała się. Dwóch z nich przemieniło swoje ostrza w pistolety. Bardzo podobne do tych skałkowych i wymierzyli w stronę Kurisu. Trzeci zaś postanowił wraz z uniesioną kataną dołączyć do ataku na faunuskę z pchnięciem, które miało wejść pomiędzy dwóch kolegów atakujących od boku. Na szczęście wnuczka postanowiła pójść po rozum do głowy i schowała się za ladą, która była dosyć gruba, więc Łowczyni mogła nie bać się o postronne ofiary. Z drugiej strony słyszała, że na zapleczu przestało chodzić koło szlifierskie i ciężkimi krokami Leonardo zbliżał sie do drzwi.
Może nawet ją jakoś wesprze w obronie własnego sklepu? Aczkolwiek kwestia czy zdąży, w końcu Kurisu musiała sobie poradzić z atakiem trzech zbirów. Przynajmniej jeden był mniej problematyczny ze względu na brak ręki, więc zostało tylko 5.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kurisu
Punkty Aury : 3000
avatar
Łowca
http://eclipse.forumpolish.com/t31-karta-postaci-kurisu#36http://eclipse.forumpolish.com/t34-semblance-kurisu
PisanieTemat: Re: Armed and Ready - kuźnia   Sro Sty 24, 2018 7:22 pm

Atak się udał. Nie udało im się skrzywdzić różowowłosej. Zdążyła schować się za ladę i nie powinno jej się nic stać, póki nikt za tą ladę nie wejdzie. Kurisa stała w miejscu i czekała na dalszy atak. Nie myślała w tej chwili o tym, że ostrze, które wcześniej wzięła jest jakieś inne, niż jej katana, którą zostawiła na zapleczu. Nigdy tutaj nie nosiła przy sobie broni, bo nigdy by się nie spodziewała, że ktoś napadnie na to miejsce. W końcu ruszyli na nią. Wiedziała już doskonale, że dwa przeciwnicy nigdy nie ruszą na przód identyczną prędkością, bo zawsze ktoś będzie szybszy o tę jedną sekundę. Chyba, że są pieprzonymi cyborgami mocno zsynchronizowanymi ze sobą. Wtedy miałaby małe kłopoty. Poczekała cierpliwie, aż pierwszy atak do niej dotrze. Wtedy starała się zrobić unik przechylając się ciałem na bok, a następnie zrobiła szybki kontratak wbijając ostrze głęboko w klatkę piersiową przeciwnika, a następnie zostawiając go samemu sobie. Miała nadzieję, że dźgnięty przeciwnik zajmie się teraz wyciąganiem ostrza ze swojej klatki. Przed drugim atakiem również zamierzała zrobić unik klęcząc nisko, a następnie zrobiła szybki obrót wokół własnej osi uderzając nogą w tył kolana drugiego przeciwnika, aby ten też upadł. Szybko stanęła za nim i przeciągnęła swoją rękę wokół jego szyi, aby złamać mu kark. Zauważyła jednak, że pozostali mają zamiar zacząć strzelać. Wtedy wstała razem z nim przytrzymując go cały czas, zaś drugą ręką wyostrzyła swoje paznokcie i przystawiła je do skroni mężczyzny. Miała zabrać go jako zakładnika, a w razie przypadku, gdyby goście i tak mieli zacząć strzelać, to miał posłużyć jako żywa tarcza.
- Jeden ruch... a wasz kolega wykrwawi się na śmierć. - Powiedziała do nich stanowczo oziębłym głosem. W międzyczasie słyszała, że kamień szlifierki przestał działać na zapleczu oraz zaczęła słyszeć coraz głośniejsze tuptanie o podłogę. Wiedziała, że Pan Leonardo zaraz przyjdzie. Zamierzała do tego czasu grać na zwłokę, bo tak naprawdę kompletnie nie wiedziała co ma robić.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admin
Punkty Aury : Over 9000
avatar
Admin
PisanieTemat: Re: Armed and Ready - kuźnia   Czw Sty 25, 2018 3:40 am

NPC Storyline - Leonardo
Faktycznie było niewielkie opóźnienie pomiędzy dwoma nacierającymi przeciwnikami, chociaż to i tak nieźle im wychodziło. Pewnie pracowali ze sobą już wcześniej, albo po prostu to nie była pierwsza taka akcja. Zdecydowanie jednak brakowało im szybkości, a sądząc po szybkości ruchów to nawet specjalnie dużo aury nie mieli. Najpewniej mogli nie mieć jej wcale uaktywnionej, jednak jak na ludzi to ruchy mieli względnie szybkie. Uderzenie minęło podbródek Kurisu, praktycznie ocierając zimny metal pałki o skórę faunuski, zaś po chwili dziewczyna wbiła przeciwnikowi ostrzę w klatkę piersiową. Napastnik padł na ziemię i zaczął krzyczeć z bólu, a krew zaczęła powoli pojawiać się na podłodze. Miecz nie przeszedł na wylot, a utkwił w klatce piersiowej, więc pierwszym czym się opryszek zajął – poza krzykiem – była próba usunięcia obcego obiektu ze swojego ciała.
Wtedy faunuska mogła w końcu zając się drugim napastnikiem, którego skutecznie podcięła i od razu rzuciła się do jego szyi. Zdecydowanie nie był przygotowany na to, że ktoś będzie chciał mu skręcić kark, a tym bardziej brać go jako zakładnika. Trzeci napastnik z mieczem zatrzymał się i opuścił ostrze, zaś reszta nieco zbaraniała patrząc na całą sytuację. Uzbrojeni w giwery gangsterzy wymienili się spojrzeniami po czym odbezpieczyli broń. Nie było w tym zawodzie najwyraźniej jakiejś solidarności. Ku rzecz jasna desperacji przestraszonego kolegi, którego właśnie trzymała Kurisu.
- Rozwalisz jego, rozwalimy ciebie. Ładuj do jego kieszeni pieniądze i go puść, a nikomu… - nie dane mu było dokończyć, gdyż właśnie z zaplecza wyleciały drzwi. Przewracając gangstera z kataną, który był troszkę wysunięty, a zaraz potem pchając go w stronę jego kolegów. To właśnie właściciel sklepu – Leonardo – wyszedł im naprzeciw. Nie wyglądał na zadowolonego stanem rzeczy, a w rękach dzierżył dwuręczny topór, którym pewnie mógłby powalać domy, niźli drzewa. Ostry, czarny topór z rękojeścią zaprojektowaną tak, by z niej móc strzelać.
- Won z mojego sklepu! – ryknął rozwścieczony faunus i wymierzył toporem w stronę gangsterów, którzy spanikowani postanowili wziąć nogi za pas. Czterech, którzy byli w stanie, po prostu uciekli, jednak pozostał ten na podłodze oraz trzymany przez Kurise. Po chwili w sklepie słychać było charakterystyczny dźwięk wystrzału i to nie byle jakiego. Ten topór działał jako mocniejsza strzelba i bandziorów uratowały chyba tylko jakieś gadżety, które zmniejszały szansę bycie podziurawionym przez kule. Może to miało związek z tym, że pod garniturami mieli kamizelki powlekane dustem, które miały chronić przed bronią palną? Tamta czwórka po prostu wyleciała na ulice od siły z jaką oberwali. Dobrze, że na zewnątrz nie wychodziły żadne okna, bo pewnie też poszłyby w drzazgi. Ten z podłogi nawet próbował się wydostać, jednak w jego kierunku został rzucony topór, który wbił się tuż obok jego twarzy. To zdecydowanie wybiło mu z głowy pomysł, by uciekać zwłaszcza, że kowal sięgał właśnie po jedną z włóczni, która stała na stojaku.
- Nie wiem kim jesteście… chociaż nie. Wiem kim jesteście. Jesteście skończonymi debilami skoro postanowiliście okraść akurat tą kuźnię – powiedział wychodząc zza lady. Spojrzał najpierw na Kurise, a potem na bandziora, którego trzymała – Oddaj ich obu służbom miejskim. I nie brudź sobie rąk. Jesteś Łowczynią, masz dawać przykład – powiedział Leonardo podnosząc pałkę, którą tamten bandzior upuścił. Kowal po prostu wygiął 10 centymetrowy kawał żelastwa jakby był z gumy i wbił go w podłogę tuż przy nodze bandziora, tak by ją zablokować. Zresztą coś w tym jest. W końcu Łowców postrzega się jako bohaterów, więc powinni chyba grać według tych zasad. Chociaż ciężko to było powiedzieć o Łowcach z Vacuo, którzy byli egoistyczni i kierowali się zasadą „cel uświęca środki”.
- Słyszałem, że kojot potrafi sobie odgryźć nogę, by uciec. Chcesz przetestować? – zapytał drwiąco opryszka, podnosząc topór z podłogi. Tymczasem wnuczka Leonarda wychyliła się zza lady i spanikowana na widok krwi na podłodze po prostu pisnęła. Od razu biegnąc na zaplecze, by najpewniej uspokoić się. Może nawet zadzwoni po służby porządkowe. Scrolla niby zwykle każdy ma przy sobie, więc mogła to sama Kurisu zrobić nawet. Leonardo natomiast sięgnął pod ladę po apteczkę i rzucił w stronę przygwożdżonego oprycha.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kurisu
Punkty Aury : 3000
avatar
Łowca
http://eclipse.forumpolish.com/t31-karta-postaci-kurisu#36http://eclipse.forumpolish.com/t34-semblance-kurisu
PisanieTemat: Re: Armed and Ready - kuźnia   Czw Sty 25, 2018 1:25 pm

Miała nadzieję, że się uda, chociaż stało się tak, jak myślała. Oprychy mieli gdzieś życie swojego kolegi, bo liczył się tylko i wyłącznie zarobek. Na szczęście oprych nawet nie zdążył dokończyć swojego żądania, bo zaraz do sklepu wpadł z hukiem Pan Leonardo, który, mówiąc dosłownie, wbił z buta wypierając ze sklepu oprychów. Ci, którzy mogli, zaczęli uciekać w popłochu. Kurisu lekko odetchnęła, po czym strąciła zakładnikowi czapkę z głowy, a następnie złapała za jego włosy i pociągnęła mocno do dołu, aby wygiął swoją głowę do tyłu. Kopnęła go jeszcze w tył kolana, aby upadł niżej. Była trochę niższa od nich, więc było jej nieco ciężko. Dalej trzymała swoje ostre pazury przy jego szyi. Była zła za to, że popsuli jej dzień. Lekko przysunęła swoją głowę obok głowy zakładnika, aby mogła mu coś powiedzieć.
Kim jesteście? Jak się nazywacie? - Można było usłyszeć pytania wypowiedziane chłodnym głosem. Miała ochotę wytropić ich, a następnie zarżnąć. Nie było mowy o tym, aby ci ludzie mogli dalej napadać innych ludzi. Wtedy usłyszała zdanie Pana Leonardo. Spojrzała się na niego zaskoczona. Po tym wszystkim on chce nadal dać im szansę żyć? Mimo tego, że grozili nam życiem?
Ale... dlaczego chce Pan ich puścić? Grozili nam. Gdyby mogli, to pozabijaliby nas. Dla takich osób życie nie jest nic warte, dlatego powinno się im je odbierać. - Czuła ogromną złość. Nie wiedziała tylko do kogo ją skierować. Jej oczy nadal świeciły krwistym blaskiem. Miała ochotę dowiedzieć się kim są, a następnie to zakończyć. Pocisnęła zakładnika kopnięciem w plecy tak, aby się przewrócił i leżał. Jeśli miał zamiar zacząć uciekać, to Kurisa miała wtedy zamiar użyć swojej elektrycznej mocy, aby dogonić go z mgnieniu oka, a następnie przebić go na wylot swoją otwartą dłonią z wysuniętymi ostrymi jak brzytwa paznokciami. Miała to zrobić tylko w przypadku, gdyby nagle zaczął uciekać. Tymczasem stała patrząc się na niego.
Zadaniem Łowców jest chronić bezbronnych, prawda? Właśnie się przekonałam, że oni również są zagrożeniem, który należy wyeliminować. - Zastanawiała się co zrobić. Patrząc się na niego możliwe, że nieco ochłonęła. Atmosfera zrobiła się nieco spięta, a ona po prostu chciała zrobić to, do czego została stworzona. Jej kolor oczu po chwili zmienił się leniwie na brązowy, a ona spojrzała się oburzona na Pana Leonardo.
- Jeśli nawet miałabym z nimi gdzieś iść, to nie wiem dokładniej gdzie. Nie widziałam tutaj jeszcze wszystkich miejsc i nie wiem gdzie co jest. - Stanęła luźno, chociaż ręce miała nieco spięte, nadgarstki uniesione do góry. Zamierzała się buntować? No i jeśli miałaby już z nimi iść, to nie było mowy, aby szła bez swojej katany, którą zostawiła na zapleczu. Nie miała zamiaru zostawiać tutaj bandziorów samych, aby iść po swoją broń.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admin
Punkty Aury : Over 9000
avatar
Admin
PisanieTemat: Re: Armed and Ready - kuźnia   Czw Sty 25, 2018 7:19 pm

NPC Storyline - Leonardo
Zakładnik w takiej pozycji nie stawiał zbytniego oporu, aczkolwiek ciężko mu było wydusić z siebie jakiekolwiek słowo. Może ze względu na strach, że zaraz mu poderżnie gardło, a może bał się wydania swoich pracodawców? Jąkał się, próbował ułożyć jakieś składne zdanie, a odruchem nawet próbował się wyrwać. Bezskutecznie zresztą.
- Kapelusze! Nazywamy się Kapelusze! – prosta nazwa The Hats, która nawet pasowała do tego charakterystycznego elementu ich ubioru. Zwykły, czarny melonik z czerwoną wstążką przewiązaną wokół cylindra nakrycia głowy, był chyba znakiem rozpoznawczym tego gangu. Sądząc jednak po uzbrojeniu to nie mogli być aż takim zagrożeniem. Chociaż to kolejna grupa przestępcza, którą trzeba się będzie kiedyś zająć. Nie można im również było odmówić zuchwałych akcji, skoro postanowili działać w pobliżu Beacon.
Leonardo natomiast zlustrował Kurisu od góry do dołu, patrząc na nią jak na kosmitkę. Nie mieściło mu się w głowie, że tak młoda osoba może mieć takie zapędy. Faunus oparł topór o ladę i westchnął, ciężko przysiadając na krześle przed kasą. Zaskrzypiało, ale ostatecznie wytrzymało ciężar kowala. Postukał palcami w ladę, jakby zastanawiając się od jakiej strony zacząć swoją wypowiedź. Bandziory bały się ruszyć nie tylko ze względu na Kurise, ale również Faunusa, który miał w zasięgu ręki topór. Na spojrzenie w stronę drzwi po prostu zacmokał z dezaprobatą i położył topór na ladzie. Dając im jasno do zrozumienia co się stanie, jeśli będą próbowali uciekać.
- Puściłem ich, by wysłali wiadomość. Niech wiedzą, że nie mają czego tu szukać. Jakbyś ich zabiła to przyszliby kolejni, żeby pomścić swoich kumpli – mogło to rzecz jasna zadziałać też w drugą stronę i gangsterzy przyjdą się zemścić, bo ktoś spuścił im łomot i śmiał się postawić.
- Zadaniem Łowców nie jest zabijanie ludzi. Jeśli zabijesz mordercę to ilość morderców pozostaje taka sama, a wartości, które mają reprezentować poszczególni Łowcy przepadają. Ludzie zaczynają się bać, są mniej skorzy do współpracy i z obrońców stajecie się ciemiężycielami. Zabić jest łatwo, ale pozwolić żyć to trudniejsza sztuka – powiedział sięgając po jedno z osełek do ostrzenia broni. Chwycił topór i zaczął miarowo po nim przejeżdżać kamieniem, ostrząc go. Wśród opryszków ten nieranny nawet wykazał się empatią i postanowił opatrzeć kolegę, który krwawił.
- Tym co nas różni od nich są metody. Jesteś Faunuską, więc możesz to porównać do wojowników o nasze prawa oraz z akcjami White Fang. Jedni robią to w sposób legalny, zaś ci drudzy wysadzają pociągi, narażając tym samym ludzi na szkodę – Leonardo skrzywił się nieznacznie, gdy wspominał o White Fang. Nie była to tajemnica, że kowal niezbyt przepadał za tą grupą. Określał ich mianem bandy terrorystów, która sieje zniszczenie i wyładowuje swoją frustrację.
- Masz pewnie Scroll ze sobą nie? – zapytał retorycznie faunus. Zdziwiłby się, gdyby Kurisu go nie miała. W końcu to była niezbędna rzecz do funkcjonowania w świecie. Komunikacja, mapy, organizowanie sobie czasu. To małe urządzenie robiło absolutnie wszystko, poza wykuwaniem przedmiotów dla klientów. Na szczęście to nie zmieni się zbyt szybko. Chwilę potem do sklepu weszły 4 maszyny. Atlasiańskie rycerze 200, które Beacon kupił ostatnio od Atlas. Zresztą w dokach nadal był ich statek, a wysoko w powietrzu widać było dwa duże okręty, które go asekurowały. Standardowa procedura, gdzie jeden krążownik ląduje w porcie, a dwa pilnują go ze znacznej wysokości. Atlasiańskie maszyny po chwili założyły mężczyznom kajdanki i wyprowadziły ich na zewnątrz. Uwalniając wcześniej jednego przypiętego do podłogi przez kowala. Z zaplecza natomiast wychyliła się wnuczka kowala, która spoglądała w strone Kurisu. Był to jednak przerażony wzrok kogoś, kto nigdy wcześniej nie widział podobnej sytuacji. Może też spowodowany tym, że nigdy nie spodziewała się, by Łowca brał zakładnika.
- Cóż problem sam się rozwiązał najwyraźniej, ale możesz pójść za eskortą i poznać miasto – zaproponował Leonardo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kurisu
Punkty Aury : 3000
avatar
Łowca
http://eclipse.forumpolish.com/t31-karta-postaci-kurisu#36http://eclipse.forumpolish.com/t34-semblance-kurisu
PisanieTemat: Re: Armed and Ready - kuźnia   Pią Sty 26, 2018 4:20 pm

- Kapelusze... - Powiedziała do siebie cicho pod nosem. Coś kombinowała, ale sama do końca nie wiedziała co. Spojrzała się wtedy na Pana Leonardo pytająco.
- Eto... Wie Pan kim są Kapelusze? Albo gdzie mieszkają? - Chciała dowiedzieć się o nich czegoś więcej. Też chciała dać im popalić tak, jak oni zrobili to przed chwilą.

Zaczęła słuchać uważnie. Ciężko było jej pogodzić jej życie z życiem Łowcy.
- Niech przychodzą ile chcą. Potrafię zabić w ten sposób każdego... - Schyliła swój łepek w dół, bo wiedziała, że Pan Leonardo nie będzie dumny z jej zachowania. Z uwagą słuchała jego dalszych słów, które okazały się być prawdą. Wydawał się być w tej chwili bardzo mądrą osobą. Chyba zaczynała rozumieć tę kwestię. Było to dla niej trudne. Słuchała dalej, zaś dalszej części już nie rozumiała.
- White Fang? Co to? - Podniosła swoją głowę na wysokości twarzy kowala zadając pytanie.

Potem padło pytanie o jakiś Scroll. Drapała się po głowie patrząc się na niego pytająco.
- Scroll? Co to takiego? - Miała nadzieję, że rozwieje wszystkie jej wątpliwości odpowiadając na jej pytania. W końcu żyła długo odcięta od świata, a potem żyła przez jakiś czas w lesie i nie do końca jeszcze rozumiała niektórych rzeczy. Łowcy nie wyjaśnili jej od razu wszystkiego, bo taki natłok informacji mógłby się źle skończyć.

Później przyszła mechaniczna straż, która zabrała oprychów. Na ich szczęście. Pan Leonardo zaproponował, aby poszła pozwiedzać miasto. Zapewne zrobi to nieco później, kiedy pozna odpowiedzi na jej pytania.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admin
Punkty Aury : Over 9000
avatar
Admin
PisanieTemat: Re: Armed and Ready - kuźnia   Pią Sty 26, 2018 6:35 pm

NPC Storyline - Leonardo
- Smarku, gdybym wiedział gdzie są Kapelusze i gdzie ukrywają się, to wyświadczyłbym Vale dużą przysługę. Od jakiegoś czasu sprawiają w mieście problemy, tyle wiem z artykułów. Jakiś nowy gang – wzruszył ramionami. On jako prosty kowal nie zajmował się takimi sprawami jak śledztwo oraz tropienie przestępców. Miał dostatecznie dużo roboty z naprawą broni dla Łowców, by ci mogli wykonywać swoje zadania. W głowie jednak miał inny powód, który nie pozwalał mu się mieszać w takie sprawy. Najpewniej chodziło po prostu o rodzinę, po którą gangsterzy mogą przyjść.
- Powiedzmy, że jesteś za młoda Smarku i jako ktoś starszy przestrzegam przed popełnieniem błędu, którego potem będziesz żałować – powiedział już nieco łagodniej z lekkim uśmiechem na twarzy. Faunus może był gburowaty i chamski momentami, jednak potrafił wykrzesać z siebie jakieś odruchy dobroci. Chociaż zdecydowanie wolał swoją gruboskórną wersję i image wielkiego kowala, z którym lepiej nie zadzierać. Tą kwestią mógł podsumować cały swój wcześniejszy wywód na temat moralności. Chociaż nieco się zdziwił, że to on musiał go udzielać. W końcu wyszedł z założenia, że zwykle to rodzice przekazują coś takiego dzieciom. Może coś poszło nie tak u Kurisu?
- Zapewne wiesz, że niektórzy ludzie traktują nas jak istoty drugiej kategorii. Tanią siłę roboczą, potwory. Jedne faunusy manifestują publicznie i walczą o prawa w sposób legalny. Chcą koegzystować z ludźmi, mimo dzielących nas różnic i waśni z przeszłości – opowiadał kowal jednocześnie ostrząc swój topór. Dla każdego faunusa mieszkającego w mieście, rasizm był czymś z czym mógł się zetknąć chociaż raz dziennie. Pani, która nie chciała obsłużyć ogoniastej istotki przy kasie, niemiły pan w barze, a nawet po prostu krzywdzące plotki.
- White Fang miało na początku bardzo szlachetne pobudki. Miało być symbolem pokoju między faunusami i ludźmi i dbać o nasz interes, ale jak to zwykle bywa, coś się spieprzyło po drodze – mruknął z dezaprobatą na końcu tego zdania, by podkreślić, że nie jest zbyt zadowolony z powodu tego jak to wszystko się skończyło – Powstali po Wojnie Faunusów i mieli utrzymać pokój, ale z czasem stali się bardziej ekstremistyczni. Krzywdzą ludzi, sami chcą przejąć władzę i rozdawać karty. Resztę możesz sobie dopowiedzieć jeśli znasz trochę historii – rzucił Leonardo. Temat White Fang był dla niego dosyć drażliwy z jakiegoś powodu. Może jak był młody to należał do nich, ale mogło też chodzić o coś innego. Mógł po prostu nie popierać takich działań, które czyniły więcej szkody niż pożytku. Chociaż z jakiegoś powodu White Fang nadal istniało i funkcjonowało. Czasem w wiadomościach transmitowano reportaż z miejsc takich aktów terrorystycznych. Wykolejone pociągi Schnee, zdewastowane obozowiska Atlasu, ataki na kopalnie.
Teraz natomiast to byk podrapał się po rogach. Pytanie dziewczyny zbiło go z pantałyku, gdyż nawet on jako osoba starej daty posiadał scrolla i nawet go używał. Ona natomiast była młoda, więc dlaczego nie posiadała takiego urządzenia?
- Jesteś z jakiejś zacofanej prowincji? – zapytał unosząc lekko jedną brew, aczkolwiek po chwili wyciągnął z kieszeni spodni biały prostokąt i położył go na blacie. Nacisnął niebieski przycisk na środku prostokąta, a obudowa się rozłożyła ukazując ekran. Można było nawet do pewnego momentu rozciągać prostokąt, by mieć większy obraz i z smartfona zrobić tablet.
- Myślałem, że wszystkie dzieciaki mają Scroll. Mam nadzieję, że nie robisz sobie ze mnie jaj. To urządzenie komunikacyjne. Można porozmawiać z kimś przez nie, wykorzystać archiwa w sieci lub trzymać jakieś dane na nim. Serio nie dali Ci w Beacon żadnego Scrolla? – zapytał lekko przekrzywiając głowę. Takie rozwiązanie było bardzo wygodne, gdyż uczniowie dostawali wszelkie zmiany dotyczące planu wprost na swoje urządzenia mobilne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kurisu
Punkty Aury : 3000
avatar
Łowca
http://eclipse.forumpolish.com/t31-karta-postaci-kurisu#36http://eclipse.forumpolish.com/t34-semblance-kurisu
PisanieTemat: Re: Armed and Ready - kuźnia   Pią Sty 26, 2018 7:47 pm

Kurisa zasmuciła się wiadomością o tym, że pochodzenie Kapeluszy jest nieznane. Nie sprawiało to jednak dla niej większego problemu. Po prostu znajdzie ich kiedy indziej. Pan Leonardo jednak przestrzegał ją przed zrobieniem czegoś głupiego. Spuściła swoją głowę na dół zastanawiając się i próbując zrozumieć ''dlaczego?''. Przy tym wszystkim sprawiał dziwne wrażenie, jakby kompletnie nie rozumiał dlaczego dziewczyna zadaje mu takie pytania. Może po prostu udawał, żeby nie było mu głupio? Potem z zainteresowaniem słuchała opowieści o WF i spodobała jej się ta inicjatywa, a przynajmniej ta początkowa. Zastanawiała się co mogło pójść nie tak, że grupa z tak dobrą inicjatywą nagle zmieniła się z coś gorszego. Niestety nie znała historii świata, dlatego nie mogła sobie nic więcej dopowiedzieć. Nikt z nią nigdy nie rozmawiał ani nikt jej nic nie opowiadał, dlatego nie znała żadnych historii, oprócz własnej.

Na pytanie o zacofanej prowincji Kurisie zrobiło się trochę głupio i spuściła swoją głowę w dół drapiąc się po niej.
- E to... - Nie wiedziała co powiedzieć, bo zrobiło się jej głupio. Myślała, że inni Łowcy opowiedzieli mu o dziewczynie. Tymczasem on serio nic o niej nie wiedział, albo bardzo dobrze udawał.
- Nic Pan o mnie nie wie?... Myślałam, że... że jestem teraz gorącym obiektem do plotek wśród Łowców... - Nie wiedziała za bardzo jak się zachować w tej sytuacji. Nie chciała o tym teraz wspominać. Momentalnie totalnie ucichła, jakby jej tutaj w ogóle nie było. Słuchała o tym całym Scrollu i dopiero podniosła swoją głowę, gdy Pan Leonardo wyjął na zewnątrz to urządzenie. Zainteresowana podeszła bliżej i stając na palach lekko nachyliła się nad blatem. Jej oczy momentalnie zmieniły swój kolor na złoty. Urządzenie to wydawało jej się być bardzo przydatne. Niepewnie wyciągnęła po niego rękę, a potem trzymając go oburącz zaczęła na nim działać. Sprawdzała w nim różne opcje ucząc się przy okazji jak się z tego korzysta. Po chwili spodobało się jej. Zafascynowanie urządzeniem sprawiło, że dziewczyna chciała mieć takie urządzenie dla siebie. Po chwili przybliżyła Scrolla bliżej swoich piersi i spojrzała się na kowala lekko zawstydzona.
- Eto... czy mogłabym sobie go wziąć? Skoro jest taki popularny, to pewnie mi też bardzo by się przydał... - Było jej trochę głupio prosić go o cokolwiek. W końcu i tak już wiele dla niej zrobił, a przynajmniej ona tak uważała. Niemniej jednak spodobał się jej ten Scroll i chciała go sobie zatrzymać. Już nie mogła się doczekać momentu, gdy będzie mogła się pobawić opcjami zaprogramowanymi w tym urządzeniu.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admin
Punkty Aury : Over 9000
avatar
Admin
PisanieTemat: Re: Armed and Ready - kuźnia   Pią Sty 26, 2018 11:02 pm

NPC Storyline -Leonardo
Leonardo jedynie pokręcił przecząco głową. Nie interesowało go o czym plotkują inni łowcy. Pod tym względem był dosyć aspołecznym faunusem, który mógłby cały dzień siedzieć w kuźni i nie widywać się z innymi osobami. Dobry przykład pracoholizmu połączonego z fobią społeczną.
- Pewnie coś tam niektórzy plotkują, mnie średnio obchodzi co mówią Łowcy. Poza tym nie wierze w plotki – odpowiedział krótko faunus. Na jego temat krążyło też wiele plotek, a niektóre na tyle prześmiewcze nazywały go Minotaurem. Nie dlatego, że zjadał dziewczyny wepchnięte do labiryntu, a był tak straszny. Wśród Łowców krążyła masa plotek na temat relacji chociażby kadry nauczycielskiej Beacon. Niektórzy twierdzili, że dyrektor i wice są parą. On luźny jak para starych gaci, zaś ona sztywna jak kijek od szczotki. Czyż nie uzupełniali się? Dyrektor Beacon miał za sobą przeszłość jako gwiazda rocka i pewnie znalazłyby się jakieś filmiki z nim na Rooster Tube, czyli popularnym portalu z wideo. [/size]
Leonardo pozwolił Kurisie pobawić się i przejrzeć jak działa Scroll. W zakładce kontakty miał swoich różnych klientów, których podpisywał po nazwach broni. Raczej nikt się nie nazywał Infernal Divider albo Crescent Rose. Takie jego spaczenie zawodowe, że o wiele lepiej pamiętał nazwy broni, niż imię i nazwisko władającego nią. Były też zainstalowane jakieś gry, a pod jedną ikonką nawet była nawigacja. Byk w końcu odłożył topór i oparł go o ladę, gdy Kurisu zapytała się czy może zabrać urządzenie. Kategorycznie pokręcił przecząco głową, jednak zamierzał do tego dodać trzy grosze.
- Odpada. Potrzebny mi do pracy ale myślę, że mam jakiś starszy model z zeszłego roku na zapleczu. Czej, spojrzę bo i tak miałem go wyrzucić – wstał z krzesła, które w końcu zostało uwolnione od jego ciężaru, a następnie skierował swe kroki na zaplecze. Słychać było z niego dźwięk przewracanych metalowych elementów, upadek czegoś ciężkiego, a potem siarczysty bluzg Leonarda, jednak po kilku chwilach wrócił z nieco zakurzonym, gładkim białym pudełeczkiem z napisem „Scroll 1.2” na boku. Położył go na blacie i podsunął w stronę Kurisy.
- Normalnie policzyłbym Ci za niego, ale że jesteś Smarku użyteczna to weź go sobie. Skonfiguruj go tylko i naładuj – powiedział Leonardo wyciągając rękę po swojego Scrolla. W Remnant nie było czegoś takiego jak operatorzy i każdy miał jednakowy dostęp do informacji. Sieć telefoniczna sprzężona była z internetem, więc jedyne o co trzeba było się martwić to zasięg nadajnika. Całość królestwo Vale utrzymywało z podatków, które ściągano z ludzi. Można więc powiedzieć, że to państwo było operatorem telefonicznym. Numer zostawał przypisany przy okazji zakładania konta. Generował się losowo z dostępnych kombinacji numerów. Oczywiście ten Scroll z pudełka różnił się tylko obudową, która była nieznacznie większa oraz kolorem. Był czarny z czerwonym przyciskiem pośrodku, ale działał w dokładnie taki sam sposób. Miał też troszkę słabsze specyfikacje techniczne względem wersji 1.3, aczkolwiek różnice nie były na tyle odczuwalne dla kogoś, kto nie miał na co dzień takiego urządzenia.
- Ale weźmiesz też mopa i przetrzesz podłogę z krwii, zanim zaczniesz się bawić. Nie lubię burdelu w mojej kuźni - powiedział stanowczo Leonardo i wyszedł zza lady po drzwi, którymi wtedy rzucił. Wziął ja w ręce i obejrzał od góry do dołu. Zawiasy do wymiany, ale wgięcie w drzwiach absolutnie nie przeszkadzało. W końcu po drugiej stronie były nienaruszone, a chodziło o tą stronę sklepową.
Na podłodze natomiast został kapelusz jednego z napastników. Po bliższych oględzinach Kurisu znalazłaby kartkę wewnątrz cylindra. Z adresem, według nawigacji było to gdzieś w porcie Vale.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kurisu
Punkty Aury : 3000
avatar
Łowca
http://eclipse.forumpolish.com/t31-karta-postaci-kurisu#36http://eclipse.forumpolish.com/t34-semblance-kurisu
PisanieTemat: Re: Armed and Ready - kuźnia   Nie Lut 04, 2018 11:32 am

Kurisa niestety nie otrzymała Scrolla od Pana Leonardo. Chociaż chwila. Wielki kowal poszedł zaraz na zaplecze i przyniósł jej drugi, praktycznie taki sam. Nie rozróżniała czym one mogą się różnić, więc i tak się ucieszyła zapalając swe oczy na złoty kolor. Na komentarz Pana Leonardo uśmiechnęła się tylko niewinnie. Chciała już w nim nieco pogrzebać, ale przyszedł czas na obowiązki. Wzięła niezbędne jej rzeczy i zaczęła sprzątać, co zajęło jej nieco czasu, bo zawsze starała się wykonywać swoje prace dokładnie.

Po pewnym czasie wróciła na zaplecze zanosząc rzeczy na swoje miejsce, gdy już skończyła sprzątać. Kątem oka spojrzała na swoją katanę, która stała oparta o szufladę. Podeszła do niej i schylając się złapała za nią, aby ją wziąć. Przez chwilę się zawahała i oparła się czołem o rękojeść przymykając swoje oczy. Ciężko wzdychnęła, po czym założyła ją na plecy. Nie zamierzała już zostawiać swojej broni dalej od siebie, aby sytuacja się nie powtórzyła. Uważała te miejsce za bezpieczne, a dzisiaj została napadnięta. Oksymoron? Być może. Wychodząc zauważyła przestraszoną wnuczkę Pana Leonardo.
- Nie bój się mnie. Nie zrobię ci krzywdy. - Powiedziała do niej uśmiechając się. Bez Oczekiwania na odpowiedź poszła w stronę właściciela kuźni. Podeszła do niego pokazując kciukiem w stronę drzwi.
- Ja już skończyłam, więc pójdę pozwiedzać miasto. Wrócę później. - Oznajmiła kowala o tym co chce zrobić, a następnie wyszła stamtąd. Trochę się obawiała, ale ciekawość nie dawała jej spokoju.

Zt.
Przepraszam za jakość posta ale nie mam weny ani chęci.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admin
Punkty Aury : Over 9000
avatar
Admin
PisanieTemat: Re: Armed and Ready - kuźnia   Czw Lut 08, 2018 3:19 am

Na zakończenie krótkiej przygody, otrzymujesz 150 PA oraz scrolla.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cody
Punkty Aury : 3100
avatar

http://eclipse.forumpolish.com/t159-codey-cody-aimonthttp://eclipse.forumpolish.com/t158-curare#467
PisanieTemat: Re: Armed and Ready - kuźnia   Wto Cze 12, 2018 10:45 pm

Gdyby ktoś zapytał się chłopaka, czemu sam wyruszył w podróż pełną inspiracji, jak również i zagrożenia ze strony otoczenia, odpowiedziałby od razu - powołanie. Krocząc ledwo co udeptaną ścieżką, chciał zrozumieć swoje znaczenie, swoje umiejscowienie w tym świecie, swoją lokalizację jako kawałka puzzle'a w tej całej, przedziwnej układance zwanej "życiem". Zbyt długo nie podróżował, wszak mieszkał w Vale już od całkiem dawna i znał te okolice jak własną kieszeń, w której trzymał wszystkie najpotrzebniejsze w danym momencie przedmioty. Niosąc na ramieniu dość dużą, wyglądającą masywnie torbę w odcieniu czystej bieli, przemierzał przez Beacon, trochę mimo wszystko się lękając, gdyż niedawno przecież chciał tutaj dołączyć, a tego nie zrobił. Niestety - emocjonalna bariera skutecznie odebrała mu możliwość swobodnego podejmowania w tym zakresie własnej decyzji, a jak to przystało na Aimonta, ruszył bez wahania w samotną podróż, podczas której, być może za jakiś odłam czasu, spotka kogoś, kto zechce mu dotrzymać towarzystwa na ciut dłużej.
Jednak starał się nie zwracać na to uwagi - gdyż jest tylko człowiekiem, niczym innym jak człowiekiem, który ma prawo do chwil słabości i chęci zaprzestania brnięcia dalej tą samą ścieżką. Nie tylko on, ale także Łowcy, którym przecież chciał zostać, przejawiają strach, gniew, smutek oraz niecierpliwość. W sumie - przecież z tego składa się ludzka dusza. Bez tych wszystkich małych, nieistotnych według nas elementów, straciłaby ona dość poważnie na wartości. Jak to było w tekście Luxtorpedy: "A we mnie samym wilki dwa, oblicze dobra, oblicze zła, walczą ze sobą nieustannie, wygrywa ten, którego karmię". Cody, jak na złość całego świata, karmił tego dobrego, zdając sobie przy tym sprawę, że musi uważać, gdyż nieraz negatywne emocje idą w górę i nie dają nad sobą zapanować - a to prowadzi do większych tragedii. Co bądź co, przecież te wszystkie posiadające plusy ujemne emocje potrafią przyciągać Grimmy, które pozostawiają za sobą zniszczenia, rozdarte więzi oraz oderwane siłą życia.
Zamiast więc rozmyślać, wtargnął powoli, niezbyt zdecydowanym krokiem, aczkolwiek będący przejawem ostrożności, do kuźni będącej jedną z najsłynniejszych w Akademii Beacon. Możliwe, iż mało kto go kojarzył, tudzież następne kroki były nasiąknięte pewnością siebie - jednak nie tyle nadmierną, żeby można było uznać go za osobę typowo narcystyczną. Rozejrzał się po okolicy, poprawiając białą bluzę oraz podchodząc tym samym do lady, opierając na niej jedną ze swoich dłoni.
- D-dzień dobry... - zająknął się raz, postanawiając jednak wziąć głębszy oddech oraz uspokoić się. Nie wiedział, czemu się stresował, ale bał się, że w przypadku projektu własnej broni może zostać zwyczajnie wyśmiany. Zamiast tego wypuścił trochę swobodniej powietrze, nie wyglądając na takiego, co miałby w mgnieniu oka upaść na podłogę z donośnym hukiem oraz przekręcić się kilka razy. - Mam pytanie... - oznajmiwszy te słowa różowowłosej dziewoi, która stała prawdopodobnie cierpliwie na swoim terytorium, do którego nie miał wstępu, poprawił opadające na niebieskie oczy kłaki oraz wyjął z torby parę przydatnych do konwersacji rzeczy. Scroll służący do komunikacji, papiery z projektami. W zależności od tego, co dziewczyna preferowała, mogła skorzystać z różnych form przedstawienia broni, która być może zostanie stworzona. Czując powiew gorąca, zrozumiał, że w tych warunkach korzystanie ze Semblance może być niezłe utrudnione, jednak starał się na to zbytnio nie zwracać uwagi. Zamiast tego przedstawicielka płci pięknej mogła bez trudu przyjrzeć się temu, co przyszło do głowy Cody'emu podczas wymyślania dla siebie broni. Sagittarius. Broń piękna, jednak trochę zbyt zaawansowana. A może nie? Jednak najbardziej odpowiednia dla mężczyzny. Uśmiechnął się delikatnie, chcąc rozwinąć dalej rozmowę. - Ile kosztowałoby zrobienie takiej broni? I ile by to potrwało? - zapytawszy się spokojnie, oparł jedną dłoń o blat, czekając na odpowiedź ze strony ekspedientki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admin
Punkty Aury : Over 9000
avatar
Admin
PisanieTemat: Re: Armed and Ready - kuźnia   Wto Cze 12, 2018 11:18 pm

Kuźnia była często odwiedzanym przez studentów Beacon miejscem. Jeśli nie w salach lekcyjnych, to tutaj dokonywano niezbędnych napraw, by utrzymać ekwipunek w jak najlepszym stanie. Oczywiście nic na tym świecie nie jest za darmo, więc właściciel kuźni zwany Leonardem inkasował sobie niewielkie sumki za eksploatowanie przestrzeni. Lubił gdy studenci sami majstrowali przy swojej broni, bo któż nie lubi osób z pasją. Zresztą ułatwiali mu robotę, a on i tak dostawał za to pieniądze więc dwie pieczenie na jednym ogniu jakby nie patrzeć. Chociaż czasem jak patrzył na wyczyny niektórych przy konserwacji broni to zalewała go krew, a bykowaty faunus miał dosyć gorący temperament. Znany był z tego, że bardziej problematycznych klientów nie wypraszał, a dosłownie wywalał ze sklepu. Miotał nimi jak szatan, zresztą co się dziwić po prawie dwumetrowym krówsku, które macha toporem dwuręcznym jak zwykłym kijem.
Z tego powodu część uczniów szydziła z faunusa, część go szanowała, a jeszcze mniejsza pozostała część nawet go lubiła. Przejdźmy jednak do dzisiejszego dnia w kuźni, bo Leonardo zdecydowanie należał do osób interesu, a nie najgorzej mu się dzisiaj powodziło. Wewnątrz było całkiem sporo klientów, którzy przeglądali stojaki z bronią. Niektórzy też zastanawiali się czy nabyć czasopisma poświęcone tej tematyce, czy może zamówić prenumeratę, zaś jeden śmiałek miał na tyle odwagi, by próbować negocjować z bykiem zniżkę. No cóż to był bardzo zły pomysł, by akurat tego łapać za rogi bo momentalnie wyleciał przez otwarte okno, a kolejka przesunęła się i następna osoba była obsługiwana. Większość już przywykła do tego stanu rzeczy, więc nie stanowiło to specjalnej sensacji. Podobno klient zawsze miał rację, ale chyba nie w tym sklepie. W każdym razie mimo szorstkiego obycia to krążyła opinia, że w Beacon nie ma lepszego specjalisty od wyrobu broni i amunicji, niż właśnie owy byk. Mógł być chamski, zdzierać z ludzi niebotyczne kwoty, ale jednak wiedział co robił.
Po kilku chwilach przyszła też kolej na Cody’ego. Przed nim przewinęły się osoby, które odbierały swoje zamówienia. Jedni naprawiali broń, a było też parę osób z nowymi zabaweczkami wprost z kuźni Leonarda. Faunus musiał w takich wypadkach chodzić na zaplecze, by z jednej półki ściągnąć broń do odebrania. Wtedy gdy otwierał drzwi, do środka sklepu wpadało gorąco z pieca oraz słychać było dźwięk pracujących narzędzi specjalistycznych. Ogólnie tam było dosyć głośno i ktoś pracował w tym pomieszczeniu, ale drzwi na zaplecze po prostu były dźwiękoszczelne. No i całkiem nieźle blokowały to ciepło, które z tamtego miejsca buchało. Swoją drogą tam pewnie siedzi ktoś komu nie przeszkadza temperatura powyżej 40 stopni albo Leonardo dosyć często zmienia pracowników. No w każdym razie przyszła kolej Codyego. Na moment kowala zastąpiła przy ladzie jego krewna o różowych włosach, która miała już bardziej przyjazne usposobienie i image. Nawet się miło uśmiechnęła do chłopaka, by potem wysłuchać jego prośby. Nieco znała się na broni, aczkolwiek w kwestii projektów musiała oddać to komuś innemu. Zawołała z zaplecza swojego szefa.
Faunus spojrzał na niziutkiego – w porównaniu ze sobą – chłopczyka i wypuścił głośno powietrze. Był dosyć muskularny z rogami na głowie oraz typowym byczym ogonem. Porównując Codyego z nim to jak porównać pień dębu z źdźbłem trawy. Byk w ustach miętolił jeszcze właśnie jakieś źdźbło trawy. Takiej dosyć długiej, które było chyba jakimś gatunkiem mięty. Chociaż to może pewne nawyki zwierzęce, którymi czasami cechowały się faunusy.
- Dobry, dobry… co my tu mamy – powiedział opierając się o blat i spoglądając na plany. Wyciągnął nawet swój starszy model Scrolla i na kalkulatorze coś tam wyliczał – No widzę, że ciekawa broń. Chętnie coś takiego mógłbym zrobić za odpowiednią opłatą. Z tego co patrzę to funkcje też ma dosyć ciekawe, więc tak powiem 2000 za wersję podstawową czyli bez tych bajerów z dustem, bo do tego potrzebny odpowiedni kryształ by konwertować aurę. Jest z tym trochę roboty, ale jak dopłacisz półtora tysiąca i zrobisz coś dla mnie to będę mógł coś podziałać. W dwa dni się uwinę – powiedział byk basowym głosem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cody
Punkty Aury : 3100
avatar

http://eclipse.forumpolish.com/t159-codey-cody-aimonthttp://eclipse.forumpolish.com/t158-curare#467
PisanieTemat: Re: Armed and Ready - kuźnia   Sro Cze 13, 2018 12:16 am

Młody chłopak w sumie nie spodziewał się aż takich tłumów, no ba, o tym, kto zna się najlepiej na broniach w całym Vale, nie miał bladego pojęcia. Może to być tak ignorancji z jego strony, aczkolwiek nie kwalifikował do końca na Łowcę - uważając, iż się na to stanowisko po prostu nie przyda. Zamiast tego wybrał właśnie wędrówki, daleko od tłumów ludzi, chociaż za nimi nieraz przepadał. Nie oznacza to, że był do nich bardzo negatywnie nastawionym człowiekiem - jedynie jego introwertyczna nieraz natura dawała się we znaki, wywołując w nim chęć pobycia samemu. Same hałasy już starczą, pomijając jego nieźle wrażliwy słuch, który nieraz musiał odpocząć od tego całego zgiełku. Jednak teraz nie mógł się wycofać, no ba, nie po to tutaj przyszedł, żeby musieć potem odwrócić się elegancko na pięcie oraz zwyczajnie zapomnieć o całym spotkaniu. Stanął zatem grzecznie w kolejce, nie wpychając się w żaden sposób, a przede wszystkim mając nadzieję, że nie zwróci na siebie żadnej szczególnej uwagi. Może nie czuł się zbyt komfortowo w towarzystwie tak wielu osób, lecz po prostu nie przepadał za byciem w centrum uwagi - tym bardziej, że chciał się z tym uwinąć jak najszybciej. Westchnął cicho, mając przy tym nadzieję, że nie będzie musiał zbyt długo stać w dość długiej kolejce do kowala.
O Leonardzie nie wiedział zbyt wiele. Dla niego był zwyczajnie jednym z wielu kowali, których można spotkać na swojej drodze. Również nie wiedział, jak wygląda dokładnie u niego składanie zamówień, jak sam podchodzi do klienta i czy typowa wymówka, że "Klient ma zawsze rację", wchodzi w grę. Galopujące myśli o możliwości zbłaźnienia się w obecności bardziej doświadczonych je niego osób powodowały, iż czuł, jakby jego nogi delikatnie stawały się gliniane. Długo jednak ten stan nie trwał, kiedy to doszły do niego szmery dyskusji wywiązanej między dość ogromnym fanausem a nabywcą broni, który tuż po chwili od wszczęcia dyskusji wyleciał za otwarte okno, na co Cody zareagował otworzeniem swoich oczu tak szeroko, jak to tylko było możliwe. Zareagować czy nie? Nie no, nie wszyscy stąd korzystali z tego kapitalnego pomysłu opuszczania lokalu, więc może z niego nie skorzysta. Oby. Zawsze mogą być przecież środki jakiegoś przymusu, przez które zbyt wiele nie zdoła zdziałać. A jak zadecydował, to nie ma już odwrotu! I chociaż nie znał do końca kowala, miał nadzieję, że równie dobrze nie skończy w podobny sposób jak ten ktoś, kto postanowił właśnie wytargować lepszą cenę - przyjmując tym samym do wiadomości, że lepiej jest przystać na warunki.
Kolejka nie utknęła ani nie wywaliła żadnego błędu, a wszystko szło gładko jak po maśle. Jedni odbierali naprawioną broń, inni zaś tę całkowicie nową. Uderzenia pracujących narzędzi nie były dla Aimonta czymś niezwykle przyjemnym, aczkolwiek był w stanie to znieść bez większych problemów - tak samo ciepło bijące ze strony drzwi na zaplecze. Oceaniczne wręcz oczy zwróciły się w stronę dość masywnego Faunusa, kiedy to wreszcie zaczął był obsługiwany, jednak za ten proces odpowiedzialna była właśnie różowowłosa dziewoja. Całkowite przeciwieństwo, czyż nie? Jednak nie przejmował się tym aż tak. Wiele przeciwieństw w naturze występuje, w tym on. Przyjazne usposobienie dziewczyny na pewno dodało mu otuchy, a tym samym chętniej sięgnął po przygotowane materiały - dość długo nad nimi pracował, mając nadzieję, że nie będą zbyt przesadzone w wykonaniu. Sam zbyt wielu pieniędzy jednak nie miał, zaś podświadomość zatrzymywała się w rzece za pomocą ogromnej tamy na fakt, iż raczej będzie musiał pierwsze zająć się jakimiś zleceniami, by móc pozwolić sobie na takie luksusy. A mówiła Maria, że to nie są łatwe do poukładania klocki.
Długo jednak nie napawał się widokiem różowowłosej, kiedy to na scenę wszedł o wiele masywniejszy od niego mężczyzna. Być może trochę się przeraził jego wizerunku, jednak mimo wszystko siedział dość cicho jak mysz pod miotłą, byleby nie sprawiać żadnych związanych z jego charakterem problemów. Grzecznie wsłuchał się w słowa należące do Faunusa, kiedy to usłyszał cenę. No cóż, nie na jego standardy - na razie. Grunt, że Leonardo był w stanie wycenić broń za, miejmy nadzieję, rozsądną cenę.
- Na razie nie mam przy sobie takiej gotówki. - oznajmił szczerze, nie mając ochoty owijać w bawełnę całej sytuacji. Rzucił niepewnym, trochę przesiąkniętym pewnego rodzaju uśmiechem na licu, kierując spojrzenie zaciekawionych oczu w stronę właściciela kuźni. Być może wyszedł na kompletnego idiotę. - Ale to coś mogę zrobić. Później, kiedy już znajdę na ten cel finanse, zgłoszę się z projektami po wykonanie broni. - zgodził się na propozycję od właściciela kuźni - kto wie, może uda mu się bardziej rozejrzeć po Vale? Zaplątał trochę nerwowo palce wokół blatu, czekając odrobinę na to, co powie starszy od niego mistrz tworzenia broni. - Na czym polegałoby zlecenie? - zapytał się, tak dla pewności.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admin
Punkty Aury : Over 9000
avatar
Admin
PisanieTemat: Re: Armed and Ready - kuźnia   Czw Cze 14, 2018 11:30 pm

- W zasadzie to może Pan złożyć zamówienie teraz, a broń opłacić przy odbiorze – powiedziała różowa, która na moment wychyliła się zza Faunusa. Z tej dwójki to zdecydowanie ona dbała o to, by klienci wracali, mimo bycia traktowanymi czasami szorstko ze strony właściciela kuźni. Ona oczywiście na twarzy przyjazny uśmiech, zaś Leonardo spojrzał na nią i uniósł pytająco brewkę, ale ostatecznie machnął na to ręką. Zwykle i tak łowcy przychodzili prędzej czy później po zamówioną broń. W tym świecie kowale mieli stałą pracę, więc jeśli nie jeden, to drugi kupi pukawkę z tymi parametrami. Łowcy byli naprawdę różni i być może tylko dlatego jeszcze istnieją takie miejsca, które nie zostały zastąpione przez wielkie fabryki masowo produkujące broń. Tak było w Atlas, że coraz rzadziej łowcy mieli broń własnoręcznie zrobioną przez siebie, a częściej gotowy produkt z fabryk lub laboratoriów. Nie wiedzieli co dobre, bo nic tak świetnie nie leży w ręce jak własnoręcznie wykuta broń. Zresztą Faunus wychodził z założenia, że wtedy jeszcze dodatkowo szanuje się broń ze względu na wysiłek włożony w jej wykonanie.
Tymczasem Leonardo przyjrzał się Codyemu. Przy rozładunku towaru się nie przyda, bo za wiotki i pewnie by sobie krzywdę zrobił. Zapędów kowalskich nie ma, bo widać to po ramionach oraz niewielkiej masie mięśniowej. Wtedy spojrzał na jego torbę i coś mu zaświtało – Jak ten krzyżyk nie jest tylko na pokaz to mogę kiedyś mieć jakiś interes z nim związany. Na razie się tym nie przejmuj – powiedział. Celowo zaniżył sobie lekko cenę, by móc potem w razie czego wykorzystać sobie chłopaczka. Być może do tego, by w razie poturbowania jakiegoś klienta nie musieć się tłumaczyć przed operatorami karetki dlaczego ktoś jest w takim stanie. Byk zwinął sobie w rulonik plany tej broni oraz wypisał na karteczce samoprzylepnej adres email – Prześlij na niego resztę schematów. W wolnej chwili ci go zrobię i odezwę się – szczerze to zastanawiał się czy Cody sobie krzywdy nie zrobi podczas strzelania z tego. W stylu wyłamania barku przez odrzut, bo jakby nie patrzeć wyglądał bykowi na takiego paniczyka z dobrego domu co to go rozpieszczają i ma wszystko pod nosem. Gdyby miał białe włosy to może i ze Schnee, by został skojarzony ale na jego szczęście tak się nie stało. Leonardo strasznie nie lubił konkurencji, która jeszcze traktowała jego gatunek jak drugorzędne istoty. Czasami były takie momenty, że jakoś tak kibicowało się temu znienawidzonemu White Fang, by akurat z tymi konkretnymi ludźmi zrobili porządek. Nie popierał działań, ale każdy biznesman życzy drugiemu biznesmanowi, by sobie ten głupi ryj rozwalił – identycznie jak mieszkańcy Vacuo życzą swoim sąsiadom każdego dnia.
Swoją drogą Cody zawsze mógłby się jeszcze targować, ale chyba już miał okazję zobaczyć co się działo, gdy ktoś ostatnim razem tego próbował. Mądrze zrobił, że nie machał czerwoną płachtą przed oczyma temu konkretnemu Faunusowi. W zasadzie to jego zlecenie zostało przyjęte i jeśli nie miał innych pytań lub nie potrzebował jeszcze czegoś, to Leonardo zaczął obsługiwać kolejne osoby.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Armed and Ready - kuźnia   

Powrót do góry Go down
 
Armed and Ready - kuźnia
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Eclipse :: Królestwo Vale :: Beacon-
Skocz do: